wyspa
49. [jakobe]
wróciłem do polandu, zosia poleciała do peru.
kama kilka dni temu napisała, żebym jej powiedział, jak się włącza roaming w orange, bo lada moment przekroczy granicę ze słowacją i chciałaby mieć, a nie ma. na co ja, że nie umiem.
dzida w bliżej nieznanym mi czasie bawił w górach sowich, gdzie czeskie wieśniaczki i czeskie piwo.
nie wiadomo, co u skrzata. nie wiadomo, co u zosi właściwiej.
kalina pisze, że dziś impreza na wyspie. wcześniej jednak wspólnie z dzidą wybieramy się na festiwal ognia w orłowie.
02.08.2007 :: 13:42 komentuj (3)
50. [jakobe]
a wczoraj spotkanie na wyspie. nowi lokatorzy bardzo przyjemni. pani z asp, która okazała się także instruktorką surfingu, i jej chłopak z berlina pichcą obiad, siedzimy w kuchni, rozmawiamy, pijemy piwo.
wraca kalina z pracy, a później przychodzi marta reszko. kalina jest zmęczona, więc idzie spać. z martą palimy lulki, wino pijemy i rozmawiamy długo na tematy aktualne i te zaprzeszłe. dzwonek do drzwi: chłopak kaliny przychodzi napruty, mówi, że mu noga śmierdzi. po drugiej przychodzi dzida, a po czwartej ze słowacji wraca kama.
rano robię zakupy: jajka i bułki, i za chwilę w składzie kama, dzida i ja jemy jajecznicę. później wylegujemy się na kanapie w salonie i oglądamy fotki z wycieczki dzidy i buły w góry sowie.
później lecę do banku, a jeszcze później spotykam się z groszkiem. siedzimy, mówimy, znów leci piwko. wręczam groszkowi płytkę noir desir. groszek się cieszy, ja się cieszę, że się groszek cieszy. wieczorem idę do kina na simpsonów. szału nie ma, jak to się mówi, ale ludzie są zachwyceni.
pisze franc, pisze krzyś zielak. i pisze też marta, że koncert w patio w gdańsku i żeby iść.
a zosia: zosia wyleciała z buenos i jest już w kolumbii.
04.08.2007 :: 10:45 komentuj (2)
51. [la chica in azul]
zosia jest w paragwaju. pieronsko zimno, tzn trzeba chodzic w bluzie i kurtce, i lepiej nie wychodzic z mokrymi wlosami. tutaj 13:19, czyli zostalo jescze 5 minut do konca sesji wykupionej w kafejce, czyli sprawozdanie winno byc blyskawiczne: hotel trzygwiazdkowy za trzy euro, trzyosobowy pokoj, lazienka, niby-prysznic, bidet, smierdzaca klimatyzacja, na sniadanie chlebki z tablerone, co je kupilismy dla pewnej milej pani w madrycie, ktorej potem nie znalezlismy, potem zmudne szukanie banku, ktory laskawie zechcialby wymienic moje czeki podroznicze - znalezlismy, ale wzieli sobie 10 dolarow za komisje -, potem zalatwianie autobusu, obiad i bransoletki od indianina. z hiszpanskim czyni zosia postepy, a w kazdym razie, tak jej sie wydaje. stephane ma dzis urodziny, konczy 21lat stary pryk, trza bedzie cos kupic. o polnocy mamy autobus do icaguqcu, podobno najniebezpieczniejsze miasto paragwaju, trzesiemy na zapas portkami. posiadanie broni w tym kraju jak najbardziej dozwolone. poza tym stan ducha zdecydowanie euforyczny, ludzie pierwsza klasa i odpowiednia pochylosc uliczek.
besos
04.08.2007 :: 19:32 komentuj (3)
52. [jakobe]
będzie notka z wczoraj. ale już nie dziś, tylko jutro, bo dziś to ja nie mam czasu. sorewicz za lagi.
05.08.2007 :: 18:40 komentuj (0)
53. [Drevno Kocur] czyli bliskie spotkania Skrzata ze słowacką wiewiorką
Kopę lat....I mnostwo opowieści we wszystkich kieszeniach spodni, spodenek, plecaka... Wszędzie, gdzie się dało pochowały się historyjki mniejsze i większe, weselsze i smutniejsze. Jest o czym pisać:) I chyba lepiej w skrócie. Miesiąc strzelił z bicza. Mamy sierpień. A w lipcu była 22 rocznica istnienia Marianowka. I było z 500 osób i smalec własnej roboty na świezym powietrzu, walki w kisielu, próby od 9 do 24 w nocy...spiewanie Snu o Victorii o 2 w przeddzień koncertu i Wish You Were Here, ściskanie gardła ze wzruszenia. Było motywowanie chóru do otwierania buzi i samej siebie żeby po raz 200 spróbować zaśpiewać: I got life mother, I got laughs sister, I got freedom brother... I got good times, man....
Było bicie serca na scenie i oślepiające światła...i lekkie fałsze;-)) Ale co tam.KAbaret W lodówce był. Z pietruszką, topionym serkiem i Makrelą w roli głownej...Teatr Ruchu z folii malarskiej, czerwonych proporców i elfów, sprzątaczki z miotłą i drabiny, dziadka ze starym aparatem i balonikami z helem...ojojoj....i niewyspanie chroniczne, zasypianie za kierownica w drodze do domu.
A potem plecak, spiwór i Tatry Nizkie- Chopok, Dumbier- a za nimi Vysokie i zmrożone lodem Rysy ze Svobodnou Republikou Rysy ... Kibelek pomalowany w Krteki na wysokosci 2250 z widokiem na szczyty Tatr... Spanie w chacie pod szczytem i deszcz oraz deszcz ze sniegiem i -2 stopnie C. Nieudana przeprawa na polską strone Tatr. A poza tym wodka leje sie strumieniami. Nawet na dworcach w budkach z hot-dogami i vyprazanym syrem mozesz kupic "lufe" wody za 20 koron= ok 2,50 zl hehehee
slivovica, borovicka, what ever you want:) Pijani kierowcy, babcie grajace w jednorekiego bandyte, 80 letni staruszkowie zachodzacy na piwko i wodke po kosciele, jezdzenie na stopa w 7 osob Skoda wersji archaicznej:) eh....
a potem podroz PKP i powrot do rzeczywistosci: budzimy sie rano a tu ktos podpierdolił nam nasze smierdzace 9 dniami wedrowek gorskie buty zostawiwszy smierdzace skiety ameykanina.... hej
[skrzat]
Tak w ogole to na wyspie wakacje pełną parą, tylko starych autochtonów brak... pouciekali przed sopockim turystycznym najeźdźcą... Troche dziwnie sie przez to Tu wraca. Nigdy nie wiadomo czy ktoś akurat po imprezie nie śpi właśnie w Twoim łóżku...;)
Na szczęście w moim nikt nie spał dziś rano kiedy wróciłam z wyprawy...za to okazało się że klucz mój nie pasuje do zamka. Zmienili nawet zamki. Hmmm, czy to mój jest ten kawałek podłogi???
Hej starzy wyspiarze pozdrawiam Was i oznajmiam że dzierżę opiekę nas Naszym Kawałkiem Lądu w morzu sopockich wynaturystów wraz z Drzewikiem i Kaliną!!!Jeszcze Wyspa nie Zginęła;-) Piszcie Co u Was????
ps. tak na marginesie to całkiem sympatyczna ekipa wakacyjnych ludzi Wyspy się zebrała. jeszcze nie zdazyłam poznac, bo co chwile mnie nie ma, a jesli jestem to na chwile, ale nadrobimy!Dzieki nim głównie koty mają co jeść...THX!
05.08.2007 :: 19:34 komentuj (2)
54. [jakobe]
no, się ruszyło z notkami, fajosko.
to ja powiem, co u mnie. przedwczoraj pojechaliśmy z córką i groszkiem do cico w gdańsku (dzida nie mógł, bo coś tam, janisz przyjmował rodzinę z usa). cico w gdańsku ma tę właściwość, że piwo (peroni, 0.4 l) jest drogie (9 ziko) a sofy zdecydowanie wygodne, chociaż nie z ikea. z córką urządziliśmy maraton jarania szlugów, że aż mnie później w domu brzuch rozbolał. i ach, jak pięknie ze sobą mówiliśmy, o tym i o tamtym, i czule i serdecznie. w pewnym momencie pojawił się kuba z koleżanką i kolegą, który namiętnie próbował mi wmówić, że mam profil antonio banderasa. nie wiem, o co chodziło. groszek myślami uciekał do ann i w końcu uciekł dosłownie. córka do domu wróciła o 7.30. ja trochę wcześniej.
a wczoraj żak z janiszem. opowiadamy sobie, janisz dodatkowo śpiewa: najpierw piosenkę z pana kleksa, później numer boysów z "dymaniem jej", a później ten już całkiem pochrzaniony kawałek z kurami: "siódme jajo znióóósł, ósme jajo znióóósł, a potem zdechł", czy jakoś tak. mamy czill.
dalej, już zupełnie w nocy, park oliwski i pokaz filmu "ogród". park oliwski obchodzi teraz swoje dni, tak zwane dni parku oliwskiego. błażej mówi, że musimy wiedzieć, co w trawie piszczy.
06.08.2007 :: 09:04 komentuj (0)
55. [skrzat] !
nowy rozbitek na Wyspie!
otóż historia tego Przybysza nie jest bliżej znana. Ani mi, ani nikomu z dotychczasowych mieszkańców Wyspiańskiego 16. Zachowuje się całkiem przyzwoicie- raz tylko zwrócił kiełbasę z grilla- poza tym jest OK. Bardzo szybko zakumał klimat. Lubi wylegiwać się na zmiętolonych kocach i spiworach w salonie. Nie polubił sprzątania i odkurzacza, ale za to polubił Ogryza i Ksenę. Ta ostatnia ma go najwyraźniej w swej pasiastej dupie. Wrażenia to on na niej nie zrobił. Może to kwestia jego wąskich bioder i chudego tyłka?
Nie ma imienia. Za to zajebiscie lubi wciskać się pod pachę...
Czyzby Wyspa zamieniała sie w koci przytułek?;-)
właśnie zasnął i śmiesznie drga mu ogon.
06.08.2007 :: 13:52 komentuj (6)
56. [jakobe]
krótko, bo zaraz trzeba wyjść: wczoraj z warszawy wrócił groszek. z groszkiem i jego ojcem pojechaliśmy na obiad. miło, choć nostalgicznie, bo w życiu groszka zaszła pewna zasadnicza zmiana.
jemy arbuza.
później z danczim i tym samym groszkiem jesteśmy na plaży i milczymy o rzeczach ważnych. po drodze do domu spotykam dawno nie widzianą koleżankę z liceum, droga do domu się wydłuża.
i właśnie zaraz idę do pracy, do ikei. na czas na razie bliżej nieokreślony. będę składał meble. pięknie, co nie?
---
a w ogóle to ja wczoraj miałem imieniny. 21 w tym roku.
07.08.2007 :: 06:14 komentuj (8)
57. [ten jakobe, co pracuje]
pierwszy dzień pracy - pac! później spotykam się z miśkiem w igreku. stary dobry igrek przeżywa schizofrenię. z jednej strony brać studencka alternatywna, z drugiej strony karki i zupełny brak smaku. leżymy z miśkiem na sofach i kontemplujemy, za chwilę rozpoczyna się karaoke. wtem przysiada się do nas grupka pięciu osób. pani o dużych, niezbyt rozgarniętych oczach, spogląda na mnie czule i otwiera woreczek pytań: najpierw, co słychać. później, czy może włożyć mój kapelusz. wreszcie, czy może się położyć obok. a kiedy słyszy, że wolę, żeby nie, to się rozkłada obok i głupio uśmiecha. dziękujemy, my już wychodzimy, i zmieniamy miejsce na takie, gdzie z głośnika po cichu sączy się nirvana i pan z panią grają w piłkarzyki. misiek mówi, że nirvana jest dobra, ja mówię, że no pewnie.
później wyspa. o wyspie to ja może nie napiszę wszystkiego, bo przyszedłem grubo po 23, kiedy towarzystwo z wolna dogasało nad powoli dogasającym grillem. powiem tylko tyle, że kiedy się rano obudziłem, nie znalazłem sandałów swoich własnych, które lubię, więc niewiele myśląc i do pracy się spiesząc, wziąłem czyjeś, niemal równie ładne. ale oddam.
resztę może skrzat?
[skrzat] zatem
A nie było to czasem w Ygreku Jakobe jakoby nieco inaczej, na ten przykład tak:
- Jolu, włóż kapelusz...
- Nie włożę kapelusza.
- Jolu, włóż kapelusz, będziemy uprawiać miłość francuską.?
A o wyspie tudzież wysypisku co mogę powiedzieć... impreza była no. bez wiekszej okazji skrzyknelismy sie na grilla co by poopowiadac sobie różne mniej lub bardziej smaczne historie z ostatnich miesiecy, a nawet i lat. Bo na przykład wymienialismy sie doświadczeniami na temat różnego rodzaju zatrzaśnięć, przytrzaśnięć przez drzwi a to autobusowe a to eskaemkowe...różnie u różnych osób bywało. Ktoś w pół do peronu, a w pół do środka kolejki zamiatał jedną nogą kurz na stacji, a drugą próbował dorównywać tempa tej bardziej wyzwolonej..;P, ktoś inny w innym mieście, z lenistwa albo roztargnienia, nie wyjął rajstop z nogawek spodni i ruszył z nimi na przystanek linii autobusowej nr 9, lekko wskoczył na pokład zatłoczonego autobusu, ale z wyskoczeniem miał wielkie problemy, gdyż nagle okazało się, że jego jedna noga pępowiną z brązowych rajstop o dwu szwach na tyłku połączona jest z podeszwą pewnego pana w środku autobusu. noga probuje sie uwolnić, ale czuje opór rozciagającej się rajtuzy... Noga wymachuje nogą, ciągnie, a tu ani drgnie. na to wszystko drzwi zamykaja sie z sykiem przycinając w 80% syntetyczną, a w 20 bawełnianą pępowinę, panika!, autobus rusza, noga lekko w górze, coraz wyżej, rajstopa powoli przesuwać sie zaczyna wewnatrz nogawki, uwalniając się i poddając sile autobusu nr 9. Wyskakuje w całej okazałości na światło poranka i na pożegnanie macha brązowymi nogawkami na wietrze...
Poza tym zaczęło sie od klemensa i rozliczenia za dom. klemens ucieszył sie ze spotkania ze starymi wyspiarzami, bo na grillu spotkali sie własnie m.in. pierwotni mieszkańcy Wyspy: Sikor, Amerykanin, oraz wiele wiele innych osób, mniej lub bardziej powiazanych z wyspianskiego.
08.08.2007 :: 08:39 komentuj (2)
58. [skrzat]
a moze komuś udałoby sie dołączyć jakieś zdjęcia...? albo zdradzi mi tajniki tego procederu..?
przy okazji fragment z cyklu PODSŁYSZANE
rozmowa dwóch 9-latków:
- ty weź, co ty dajesz, "piętnacha" jest do kitu, ja bym tam nawet swoich dzieci nie posłał...
- co ty o dzieciach...
- a co.wiesz, ma się dziewczynę, to się myśli...
dobranoc
09.08.2007 :: 02:45 komentuj (2)
59. [zozja na pustyni]
Moi kochani,drodzy sercu i duszy przyjaciele!!!Pisze ja do was z za oceanu hen hen z daleka gdzie w cieniu 40 C.Las Vegas codzinnie krzyczy ,,do u wanna go party tonight?free VIP cards!'' atakuje przepychem,snobizmem,kiczem ocieka,zalewa muzyka,swiatlami,kolorem generalnie jarmark to malo.Fajnie tu,hmmm zjawiskowo.A ja tu maly czlowiek w wielkim miescie radze sobie calkiem dobrze a to co tu przezywam,wymieniam nastepujaco...
Mieszkam z 8 mlodszych od siebie ludzi,niestety nie znalazlam w tym towarzystwie bratniej duszy,ale za to mam siostre.Pomieszkuje sobie ja z siostra ma rodzona w pokoju na lozu wielkim.Dom moj wakacyjny ustytowany jest godzine autobusem do centrum a 30min autem (nota bene jestem tzw. 10tym wspolwlascicielem,ino dalam $ 78 za posiadanie,niezla fazka miec auto na 10 osob...;)Mamy piekny basen,duze Tv palmy i sosny w ogrodzie,mamy wlascicieli domu od czasu do czasu przyjerzdzajacych-Pana Romana i jego ojca Otta (z czech)ktorzy dogladaja,rozmawiaja,tna trawe itp.Dom jest luksusowy lecz drogi troche i jednak za daleko,zmieni sie ta sytuacja 5 wrzesnia kiedy to reszta jedzie na usa trip a my wprowadzamy sie do klaustrofobicznego hotelo-motelu gdzie mieszka cala ,,smietanka''ludzi z europy,czyt.polacy,rumuni,ruskie,bulgarzy:)bedzie Fun:)skrobne troszku pozniej a teraz ide pichcic spagetti(main dish;/ bo mnie sie juz chyba rozgotowywuje...
09.08.2007 :: 03:46 komentuj (2)
60. [jakobe]
drugi dzień w pracy. drugiego dnia w pracy poznaję nowych pracowników i rozpoznaję starych (i sobie konstatuję miło, że średnia wieku pracowników musi wahać się gdzieś między 25 a 27 lat). orły, z którymi robiłem dnia pierwszego, odleciały gdzieś hen. drugiego dnia w pracy słyszę, że teraz mam cztery dni wolnego. ja się nie znam jeszcze na tych wszystkich meandrach systemu kształtowania idealnego pracownika, ale to chyba nie tak powinno wyglądać. w każdym razie mam cztery dni wolnego i w związku z tym namawiam groszka na wyjazd do wilna. ale groszek mówi, że nie może, bo zaraz pracę w reutersie zaczyna, odpowiada: jedź w pojedynkę, ziom. w pojedynkę robić zwariowane rzeczy, myślę sobie pochmurnie.
skrzat tego dnia na grabówku.
wieczorem znów cico. groszek mówi, że jest spotkanie z ludźmi z jego roku - alą, wojtkiem, maliną, pranżkę, jarkiem, tą niewiastą z algierii, której imię wciąż wypada mi z głowy, i agnieszką, co lada moment bierze ślub - mówi, że jest takie właśnie spotkanie i żeby iść. instalujemy się w rzeczonym cico i prędko przechodzimy do rzeczy: malina zamawia obiad, robi duże buzi i zaczyna pałaszować, pozostałe dziewczęta biorą po redsie, a chłopcy oczywiście po dużym piwie. do piwa dobra jest fajeczka, czupurna pani za barem namawia mnie na papierosy o nazwie benson & hedges, o których nie wiem nic, ale które za chwilę wejdą do trójki moich ulubionych marek. córka, która zaraz się zjawi i która dziś obchodzi dwudzieste pierwsze urodziny (hej ho, lat sto!), w ferworze przywitań niechcący wylewa moje piwo, a właściwie resztkę mojego piwa. piwo ląduje na groszkową (bo w groszki, a nie że groszka) spódnicę ali. za chwilę pani barmanka stawia przede mną nowiutkie, a ja serdecznie dziękuję córce. przy stoliku obok zupełnie niezależnie biwakuje dwóch nowych wyspiarzy - urocza pani z asp i jej chłopak z berlina, równie uroczy. na dole cico kuba wraz z dwoma innymi aktorami improwizują performance teatralny. publiczność zarykuje się ze śmiechu.
09.08.2007 :: 06:05 komentuj (0)
61. [oko]
groszek i jakobe robią grilla.
hejho raz. po zakupy
hejho dwa. rozpalanie
hejho trzy. konsumpcja
09.08.2007 :: 18:02 komentuj (1)
5006. [skrzat]
a bylo pozegnanie bouliego w puzonie I rozmowy o dzieleniu pracy i zycia i czy da sie i w jakim przypadku. I ze czesto nie da sie, a jest to zarazem wyrazem osobistego zaangazowania. I niestety predestynuje to takze do zawału serca i chorób dwunastnicy... poza tym wodka z ginem, czysta, browary... prowadzenie roweru pod gore nie jest proste...wizyta na plazy i suwajace sie Ławy ze stolikami... to jest to. potem blask ksiezyca zamikl w obliczu blasku paru poldupkow...kapiel w morzu oRZeźwia...prowadzenie sie roweru jest łatwiejsze...na koniec kilka chwil przed tv i pozostaje tylko pytanie " KTO cIE TAK URZĄDZIŁ?"
10.08.2007 :: 03:43 komentuj (0)
63. [jakobe]
miały być cztery dni wolnego, ale nici z tego. pierwszego dnia urlopowego zadzwonił pracodawca z komunikatem, że fajnie by było, gdybym przyszedł do pracy następnego dnia, że tak mnie polubił strasznie i że praca beze mnie to już nie to samo.
o pozostałych przygodach kiedy indziej, bo teraz nie mam czasu, no nie mam czasu. aj!
pees. zosia cała i zdrowa.
11.08.2007 :: 15:44 komentuj (0)
64. [jakobe]
nie napiszę o wszystkim, bo też nie o wszystkim należy pisać.
wczoraj urodziny córki w kinskim. i oj, gromadnie, w takim tłumie to ja od początku kwietnia nie byłem. poza solenizantką pojawili się: birk, ines, danczi, groszek, janisz, miłosz, martyna, reszko, niemal całe k3 - błażej, grześ, bartek. i prawda, z początku trochę jest dziwnie, trochę jakby obco, no bo wiadomo, trochęśmy przerwy mieli. lecz cała ta dziwność i cała ta obcość z biegiem uroczystości mija. córka dostaje prezenty: 39 opowiadań remarque'a, pierścionek z czaszką zapakowany w czarne serducho, gramofonowe krążki: "jesus christ superstar" i "imagination", kwiatów dwa bukiety. odśpiewane zostaje niemrawe sto lat, lecą drinki, lecą piwa, palą się lulki. mówimy z córką o narkotykach, danczi testuje ludzi z wiedzy o "lostach", groszek mówi z ines, bartek opowiada o kazimierzu i że kurwa, stary, żałuj, że cię nie było.
dzwoni kuba, wrócił już z europejskich wojaży.
13.08.2007 :: 06:34 komentuj (0)
65. [jakobe]
józef. groszek siorbie piwo
13.08.2007 :: 12:33 komentuj (3)
66. [Skrzat]
No więc godziliard kilimetrow w 3 h i jestem z powrotem. Przedzierałam się białą strzałą przez białą mgłę i prawie nie rozjechałam rowerzysty. Rozmawiałam z dziewczyną o rozczochranych włosach, przyglądałam się tatuażowi węża na szyi wiecznie uśmiechniętego Adama, jadłam kinder bueno na bufecie, piłam kawę pod ogromnym świerkiem, raz ugryzła mnie czerwona mrówka jak sądze, 3 razy komar. Wkładałam soczewki na piekące 0 7:00 oczy. Malowałam gołębia. Rozmawiałam o sześcianowej teorii rzeczywistości opartej na liczbach 0 i 9. Przenosiłam pstrągi w rękach z wyschnietego stawu. Patrzyłam na brodzących na dnie chłopaków z podbierakami polujących na węgorza giganta. Jadłam ogórki spod folii. Wiozłam do weterynarza kotka, któremu koń nadepnął na łapkę. Patrzyłam na 2 miesięczne dziecko, które się uśmiecha do ludzi, a jego mama nie ma żadnych butów oprócz niebieskich klapek. Usłyszałam "Ty to jesteś wariatka". Nie odebrałam kilku połączeń i nie odpisałam na kilka esemesów. Sieci brakowało albo czasu. Życie TAM to wartka rzeka. Padnięta ale zadowolona wracam i siedze już we własnym łóżku z własną herbatą i nie obudzi mnie rano dzwon, ani odgłos tuptania 70 trampek.
Bedę odpoczywać w pokoju.
[jakobe]
a ja się solidnie nawaliłem, pierwszy raz od niepamiętnych czasów. i kmar był w nocy, i szeptane rozmowy, i marquez, i skoki z 220 metrów w szwajcarii. ach, co za noc.
15.08.2007 :: 00:19 komentuj (0)
67. [jakobe]
koncert function w kafe delfin był. i co: i kolesie z kolesiówami dają radę totalnie, że sparafrazuję koleżankę. kilka razy miałem ochotę wstać, bośmy wszyscy na podłodze siedzieli, i zacząć tańczyć indiański taniec między głowami zgromadzonych apaczów. w pewnym momencie klawiszowiec wyciąga zza pleców trąbkę i zaczyna dąć, basistka wygrywa melodię na drewnianych kołkach, gitarzysta zamienia się miejscami z perkusistą. czad na maksa, że jeszcze raz sparafrazuję tę samą koleżankę.
16.08.2007 :: 08:00 komentuj (0)
68. [oko]
a jutro festiwal reggae w ostródzie. planuje się utracić świadomość.
16.08.2007 :: 19:33 komentuj (2)
69. [jakobe]
no i tak, żeby coś na pamiątkę było: kilka wyjęć ze środowego koncertu function w kafe delfin.
na początek lajcik
później trochę jak beirut
na końcu wszyscy zamieniają się miejscami
17.08.2007 :: 10:34 komentuj (1)
70. [jakobe]
ostróda, co nie. odtaję tylko i coś napiszę. a później wrzucę kilka filmików.
21.08.2007 :: 15:11 komentuj (0)
71. [jakobe]
trzy dni w ostródzie mijają prędko i gdy teraz próbuję poukładać w głowie wydarzenia wg klucza chronologii, to mam problem. pociąg do iławy umilamy sobie półlitrową pepsi. pepsi tak naprawdę nie jest pepsi. wczesnym wieczorem jesteśmy w ostródzie i wtedy zaczyna się mieszać. jest pole namiotowe, dziewczęta opalają brzuchy. chłopak kaliny opowiada historie o konserwie turystycznej. muzykę słychać zewsząd. jest rozmowa palców u nóg i wystawa plakatów starowieyskiego, na której pani z blizną na piersi mówi, że przede wszystkim świetny technik. jest chłopiec, który śpiewa redemtion song a później wypija z nami cztery shoty wódki bez zapity i prawie umiera. jest balkon, który próbuje mnie wypluć z ósmego, choć tak naprawdę trzeciego piętra. jest bakshish, który obchodzi 25lecie pracy artystycznej, i marysia sadowska, która w tym wszystkim uczestniczy. jest skrzat, która kradnie pierogi, najsmaczniejsze pierogi w historii pierogów. jest człowiek pomazany markerem, który przeskakuje z nogi na nogę i chyba nic do niego nie dociera. jest niebieski wodopój, przed którym dzida cyka rozbieraną sesję i z którego leci wodna zdatna do picia po przegotowaniu. jest ryba i my w tej rybie bardziej niż ona w nas.
---
po powrocie niezmiennie wariactwa w józefie, ale o tym może kiedy indziej albo wcale, bo to właściwie nie aż takie wariactwa. aktualnie main subject to etno festiwal w malborku. jedziemy w piątek. bębny, fajerszoły i bauns przy samej ziemi.
22.08.2007 :: 07:04 komentuj (2)
72. [jakobe]
ostróda łojojojeeej:
1. w pociągu do iławy
2. ostróda
3. zapoznawanie
4. pole festiwalowe
5. zakupy
6. w mieszkaniu dobrych ludzi
7. bębny, tańce
8. wykład dzidy & redemption song
9. reggae, urodziny marty, zmęczony koleś
22.08.2007 :: 17:41 komentuj (5)
73. [jakobe]
i jeszcze dwa krótkie strzały z ostródy:
1. zamek napoleona, abstrakcyjny koleś
2. wykład o stopach
23.08.2007 :: 12:42 komentuj (0)
74. [oko]
redakcja wyspy przeprasza za lagi, ale dzień taki krótki, a noc taka długa. tymczasem jesteśmy w malborku na tym.
24.08.2007 :: 11:45 komentuj (3)
75. [skrzat&brat]
a mój brat powiedział...
że potrafi zjesc 3 opakowania tik-taków na raz
12 opakowań gum orbit, 12 flipsów na raz, pamieta jak jechalismy raz bez biletu udajac ze szukamy pieniedzy (troche mi wstyd!), polubił tez józefowego ptaka nakręcacza, ale bardziej czekolade mietową
poza tym probował nawiazać kontakt z Kuba zagadujac go w drodze do autobusu nt samochodów, ale Jakobe stwierdził, że nie bardzo sie interesuje, na co Kuba moj brat odpowiedział: "Skoro nie lubisz samochodów, to pewnie wolisz Barbie...Pewnie masz w domu całą kolekcje Kenów."
jak to jest Jakobe?
28.08.2007 :: 00:21 komentuj (3)
76. [jako ono]
sen tuż tuż, więc prędko trzeba spisać rozmowy i czyny.
a więc malbork. malbork, jak wiadomo, składa się z zamku i niczego więcej. można zaryzykować tezę, że malbork to zamek w dalszym ciągu otoczony fosą, co być może jest krzywdzące, co na pewno jest krzywdzące, ale nie takie znowuż odbiegające od prawdy. raz do roku jednak, raz do roku od trzech lat, odbywa się w malborku festiwal kultury etnicznej, i taki festiwal to jest kurczę coś: bębny, bębnów zastępy całe, ogień, co wałęsa się wszędzie wokół, i ludzie, którym to wszystko bardzo pasuje. i myśmy kolektywnie (w składzie: skrzat, skrzata brat, patrycja, kamil, dzida i ja) na ów festiwal pofrunęli.
pole namiotowe, jeśliby poprowadzić linię prostą przez kilka opozycyjnych topograficznie miejsc, znajdowało się w samym centrum: pomiędzy linią trakcyjną, przez którą hałasują pociągi, a parkiem rozrywki z ogromną huśtawką, w akcji przypominającą pracę boeinga 747; pomiędzy wylotówką na gdańsk, dosyć ruchliwą, a dyskoteką karczma zamczysko, dosyć kurwa ruchliwą również; pomiędzy toi toiem, w którym brakuje papieru, a toi toiem, w którym papier bywa rzadko. dostępu do włazu, to znaczy na pole namiotowe, bacznie strzegły dwie nastoletnie niewiasty z elbląga.
sam festiwal zorientowany raczej warsztatowo niż koncertowo - patrycja, dzida i kamil przez prawie cztery i pół godziny tłukli w bębny pod okiem mistrza rastafika. palce puchły, a uszom robiło się miło. przy okazji sam mistrz rastafik okazał się zaginionym bratem bliźniakiem dzidy, którego nieprzychylna opatrzność po urodzeniu wysłała była omyłkowo do innej rodziny.
i koncerty, niektóre dosłownie ryły beret. jeden koleś z elbląga, to znaczy z afryki, ale z elbląga, kiedy zaczynał grać, to mi się odświeżanie w oczach wyłączało, taki szybki był. ręce miał prędkie jak dwa tasaki. przyrzekam. i jeszcze fajerszoły, fajerszoły zawsze są spektakularne. sobotni pojedynek na ognie, w którym starzy mistrzowie ognia zmierzyli się z młodymi adeptami ognia, rył beret także.
a co u nas - na przykład to: w nocy z soboty na niedzielę wchodzimy do magicznej kapsuły losującej i lądujemy w innej, wybranej losowo rzeczywistości. najpierw jest to rzeczywistość zbójecka, albowiem z soboty na niedzielę włamujemy się na malborski zamek: nie mamy latarek, nie mamy czapek-niewidek, mamy jedynie kamerę i sporo do stracenia. duchy, które zastajemy na miejscu, nie robią na nas większego wrażenia, o wiele straszniejsze są drzewa, upiorne drzewa, których gałęzie smagają nas po twarzach, i prawie niedostrzegalny, przyczajony ukryty pies. przy okazji dzida zalicza spektakularną wywrotkę i łamie sobie wszystkie 206 kości (włącznie z młoteczkiem i kowadełkiem), chroniąc przy tym jednak i moją kamerę, którą na chwilę przejął, i wiśniówkę, która umilała nam łamanie prawa. chwilę później patrycja siada zdzichowi na głowę i nie chce zejść.
wchodzimy do kapsuły losującej po raz drugi i tym razem lądujemy w rzeczywistości dyskotekowej. w karczmie zamczysko, z którą sąsiadują nasze namioty, odbywają się właśnie śpiewki disco polo, a zespołowi lideruje sam neo z matrixa. obok trinity ochocza wywija piersiami. publiczność szaleje, pani panu wchodzi na barana, pan szuka okularów, pani szuka majtek. w tym momencie kapsuła losująca robi powtórne fiku-miku i oto znajdujemy się na obchodach solidarności. obchody solidarności przypominają raczej wesele, wszyscy są pijani. jesteśmy głodni, więc skwapliwie korzystamy z dobrodziejstw stołów - karkóweczka, żureczek, kurczaczek. co rusz puszczam się w pląs z kamerą i lawiruję między tańczącymi ciałami, lawiruję i filmuję, i udaję chłopca z obsługi technicznej, bo już zaczynają na nas spoglądać, patrzą, przyglądają się coraz baczniej, i wszystkie spojrzenia oznaczają tę samą wątpliwość: co to za ludzie? to dla nas sygnał, że czas mykać.
no i jest oczywiście obfity materiał filmowy, ale to za chwilę. teraz spać.
---
dla pełniejszego odnotowania rzeczywistości: w międzyczasie wydarza się także kilka józefów. ostatni, w dosyć nietypowym składzie (skrzat, brat skrzata, ania, miły, dzida, groszek, ja), w poniedziałek. leci temat dobrych imprez. miły opowiada, że raz urządził w elblągu takie party, że jeszcze cztery miesiące później znajdywał pobunkrowane za książkami butelki wódki. po głowie chodzi nam idea imprezy muzycznej na wyspie, żeby powtórzyć i tym razem wszystko nagrać.
28.08.2007 :: 06:47 komentuj (1)
77. [jakobe]
aha, i jeszcze coś, o czym nie powiedziałem, o co należało powiedzieć na początku. mojemu bratu urodziła się córeczka - 4800 wagi, 58 wzrostu, brunetka, śliczna.
---
no i już zupełnie na marginesie: dziś o 18 wielkie grillowanie na wyspie. będzie też rzutnik. szykuje się długa noc. aj!
28.08.2007 :: 15:26 komentuj (3)
78. [cezary pazura]
parę shotów z malborka:
1. pole namiotowe, kwiaciarnia, dorabianie kluczy
2. bębnienie, tańcowanie
3. iławskie dziewczęta, dębowe mocne, chusteczki
4. włamanie do zamku, upadek dzidy, beret dla juranda
5. disco disco, obchody solidarności
6. fajerszoł
7. jakobe bełkocze
29.08.2007 :: 14:37 komentuj (2)
79. [jakobe]
no, a wczoraj była wyspa, grill na wyspie, a na grillu karkóweczka, kurczaczek, rybeńka. do tego becherovka. a drzewik próbował opchnąć miłemu swoje stare auto, ale miły powiedział, że nawet gdyby je kupił, to by nim nie jeździł. a kalina powiedziała, że dwa jej zdjęcia, które cyknęła podczas regat, trafiły do gazet. a boguś, który teraz siedzi w warszawie, w sensie coś tam z pracą, to boguś jest z kaliny dumny. a dzida wymyślił numer na gitarę, ale nie chciał go grać przed kamerą, bo ktoś mógłby go ukraść albo wyśmiać. tak powiedział. a rano, kiedy się pobudziliśmy, do salonu weszła nikol i zapytała, gdzie jest jej pranie. i kiedy tak stała w drzwiach i czekała na odpowiedź, nie mogła pohamować wstrętu wobec ogryzka, który krzątał jej się pod nogami. no co za baba! pomyślałem sobie.
a dziś wieczorem znów wyspa. i kama przyjeżdża, i będzie szaleństwo. a teraz to ja na przykład wychodzę.
29.08.2007 :: 16:04 komentuj (0)
80. [jakobe]
taki dzień był wczoraj, no po prostu niesamowity. zaczęło się od tego, że pojechałem do kina na evana allmighty. takie prawda, żeby odskoczyć od tych wszystkich ciężkich jak bergman historii. ale odskoczyć na chwilę. bo za chwilę siedzę już w żaku, sączę alkohol, palę lulka i czekam na groszka i skrzata z bratem, bośmy ustawili się na film. rosario tijeras. ja myślałem, że to będzie jakiś light, że śmichy-chichy i bez żadnych niespodzianek. i skrzatowi na pytanie, czy ma zabrać brata, odpowiedziałem, że no pewnie, pośmiejemy się razem. skrzata brat, kuba, ma lat, przypomnę, trzynaście. zasiadamy więc w czwórkę i czekamy, i od razu opadają nam szczęki, bo film okazuje się nie komedią, a takim kurczę bardziej erotykiem, czy lepiej - depresogennym erotykiem gangsterskim, gdzie krew się leje, gdzie każdy ćpa kokę, gdzie co rusz padają brzydkie słowa. poza tym przez pierwszą godzinę główna bohaterka przede wszystkim uprawia seks. i to na różne sposoby. skrzat na mnie spogląda i wiem, że chętnie kopnęłaby mnie w buzię.
no, a później jedziemy do józefa. w józefie już czekają kama, kalina, dzida, krzychu. zdzichu próbuje podpalić stół, więc kama go trach pach, i już dzida spokojny. krzychu opowiada o tym, jak nocowali ze swoją dziewczyną w klasztorze, a właściwie w dwóch klasztorach, i pani przeorka rzekła: hola hola, młodzieży droga, ale śpimy w oddzielnych pokoikach. i to bardzo krzysia ubawiło. kama ma już trochę w czubie, kładzie się na sofie i łydkami poddusza zdzicha. skrzat zamawia cztery piwa i trzy rozdaje. kalina mówi o bogusiu.
za chwilę jedziemy na dwie fury na wyspę. w kuchni rozgrywa się seriozna rozmowa między kamą a skrzatem o życiu, podejmowaniu decyzji, szczerości, oczekiwaniach tych i tamtych. dzida i ja jesteśmy tego wieczoru zbyt niepoważni na poważne rozmowy, więc wrzucamy na patelnię kurczaka i karkówkę, i ze smakiem zjadamy. do tego, co dla niektórych skończyło się tragedią, siorbiemy malibu z mlekiem i kawą.
a rano śniadanie. kama nie może jeść, więc zdzichu zjada za nią. ja szukam ogryza, ale znajduję jedynie czerwone koronkowe majteczki. a zaraz ze skrzatem i skrzata bratem jedziemy do ikei po mebelki i może do kilku odzieżowych po jakiś ciuszek wystrzałowy.
30.08.2007 :: 12:41 komentuj (1)
81. [duszek kacper]
i trzy shoty - ze wczorajszej nocy i dzisiejszego poranka:
1. w józefie, kama bije zdzicha, kanikuły
2. czarne oczy, bluza skrzata, rosario tijeras
3. reportaż z poranka, jakobe na tropie ogryza
30.08.2007 :: 14:47 komentuj (0)
82. [jakobe]
pojechaliśmy do ikei. skrzat kupiła szafeczkę, kieliszki szklane, które mają pełnić funkcję świeczników, tekturowy plakat na ścianę i coś jeszcze, o czym nie pamiętam. później szamaliśmy hot dogi w bistro, a następnie udaliśmy się na ciuszki. niestety, fajnych ciuszków już nie sprzedają, więc nie kupiliśmy wiele. skrzat - spodnie, kama - nic, ja - czerwony pasek, prosty, uroczy.
wieczorem na wyspie skrzat serwuje placki ziemniaczane z sosem kurkowym. pyszne. przed snem miał być jeszcze film, ale zbyt zmęczeni zakupami jesteśmy i jacyś tacy ogólnie nie do życia. zasypiamy szybko, bo przed północą.
31.08.2007 :: 17:37 komentuj (1)
