wyspa
6. [oko]
oko powiada: czasy nadeszły nieśmieszne. pieniądze na życie, na to życie podwójne - zosine i jakubowe - w tempie zastraszającym wydały się. wizja głodu i pragnienia, wizja niezaspokojonej ochoty na knopersa stała się realna. co noc, przed snem, w ciszy posępnej zliczamy ostatnie groszówki.
do wczoraj. od wczoraj bowiem za sprawą zosi, a właściwie za sprawą cioci zosi, która co miesiąc wypłaca zosi pensję, znów mamy forsy jak lodu i pierwsze, cośmy w związku z tym uczynili, to poszliśmy dobrze i drogo zjeść.
01.06.2007 :: 11:06 komentuj (0)
7. [stopa hobbita]
Dziś kolejny poranek po kilku kolejkach z wieczora. Boli. Ale źle nie jest. Fetka straciła wczoraj dzieci. Fetkę chyba boli bardziej. Mauczy. Szuka. A dzieci zostały ofiarami catnapperów w postaci Cichego i Amerykanina. Fetka jak nigdy daje się głaskać.
A w nocy były szaleństwa w Świni i obserwacje wielu cudzych rozbieganych oczu i przyspieszonych ruchów ciała w rytmie dramenbejsów... Bułka parysska dla większości żeby smakować musi być nieco "doprawiana"...
Były też rozmowy Skrzata i Amerykanina o przyjaźni i trudnym zestawie słów "szczerość w życiu". I o tym jak to jest że nawet bliscy przed bliskimi muszą udawać, że nic się nie stało, że wszystko w porządku, gdy wszysko na łeb, na szyje leci. Bo nie chcą żeby inni odkryli że coś się nie udało. Sami chyba nie chcą tego odkrywać.
A dziś nowy dzień. Zosia The Real One maluje sie i wychodzi prosić u stóp dziekana o przyspieszenie sesji. Szalona!
Zosia i Jakobe mają pociąg do P[p]oznania. Aż im się wszystko w rękach pali począwszy od grzanki w tosterze. Atmosferę poranka w skali Wyspy wypełnia zatem zapach spalonej bułki. Ciekawe co jeszcze się wydarzy.
p.s. ogłaszam konkurs na Najlepsze Chwile Dzisiejszego Dnia
Regulamin konkursu:
1. chwila nie może trwać dłużej niż 5 min.
2. chwila im krótsza tym lepsza.szukamy esencji...
3. konkurs dotyczy chwil do godz. 00 dzisiejszego dnia.
4. opis chwili powinien zamknąc sie w jednym zdaniu.
5. nie należy konsultować wcześniej z kimkolwiek chęci zapisania danej chwili. niech to będzie dla nas wszystkich niespodzianka.
6. To może być zdjęcie.
01.06.2007 :: 12:38 komentuj (5)
8. [gobelin wieczorową porą]
tak skrotem przez wyspe. tak prawie przez sen. dosłownie z łóżka i na chwilę.
łikend owocny we wrażenia oderwał nas na chwile ze świata wirtualiów. przez chwilę poczuliśmy że żyjemy naprawdę i że to prawdziwa krew uderza do głowy. Nasze i niczyje inne nogi trzęsą się ze strachu. Przez chwilę mogliśmy poistnieć między ziemią a niebem i tylko cienka linka łączyła nas jak pępowina ze światem. Jedni krzyczeli inni lecieli oniemiali, jeszcze inni płakali, byli i ci odważni co się nie wahali powiesić swego żywota na włosku. Nad wszystkim panował Zdzihoo. Tak sie przynajmniej zdawało. Most na Rutkach nie zawalił się, a jego przęsła cierpliwie znosiły łaskotanie naszych stóp. Jedne stopy to nawet prawie się ukorzeniły stercząc ponad godzinę na przęśle. mimo próśb i gróźb nie chciały przeskoczyć samych siebie. Wtedy pojawił się Zdzihoo i poderwał je do lotu. Siła perswazji;-) no to miało być krótko....
dobranoc.
[oko aka jakobe porą trochę zbyt wczesną ]
skrzat ma na myśli, że skoki były. że się z mostu, przypięci do mostu cienką żyłką, na łeb, na szyję w wodę rzucaliśmy i że jedni bali się mniej, a inni bali się bardziej, lecz rzucili się, albo zostali rzuceni (bo na przykład kamilę z mostu zepchnął zdzichu), wszyscy z obecnych.
pierwszy smialek kuba (chcial nawet skakac bez lin)
wariat zwariowany

talia w talii ma uprzaz

lata jakobe az mu sie nogi po wodzie stopami szescioma

lata marta

skrat lata!

mina podejmujacego wyzwania/odbiera jakobe na wodzie tych co dyndaja

tak wyglada prawidlowy odbior

***pamiatki skoku kamszota nie ma, bo wszyscy stracili nadzieje ze skoczy i odlozyli sprzety na bok:)ale skoczyla naprawde popchnieta przez koniecznosc zdzihowa. natomiast zdzihu skoczyl tak szybko, ze nikt nie zdazyl tego zarejestrowac:)
a dzień wcześniej wybrali się zosia i jakobe na wycieczkę do poznania, a dokładnie do jaszkowa pod poznaniem. poznań zdecydowanie przoduje w rankingu miast najczęściej ostatnio odwiedzanych - jakobe w bieżącym roku wizytował w poznaniu, w celach takich czy owakich, ze pięć albo ze sześć razy. olaboga. tym razem odwiedziny miały charakter czysto imprezowy. w skrócie: zebrała się gawiedź na polu, uprzednio stosownie do tematu przebierając (a tematem była wieś, wieśniaki, wieśniactwo), i stosownie do możliwości, a niekiedy znacznie je przekraczając, jęła pić (a także palić lulki, a także tańczyć).
do trójmiasta zaczęliśmy wracać nad ranem. idea była taka - zdążyć do poznania na 6.18 (bo pociąg). okoliczności natomiast jakby w opozycji do idei - mija piąta, a my ciągle w tym jaszkowie. jaszkowo od poznania oddalone jest o 40 kilometrów, co zwykle nie robi problemu, gdyż pod ręką ma się transport - mobilny i szybki. problem pojawia się wtedy, gdy pod ręką transportu żadnego. i myśmy właśnie transportu żadnego, a 6.18 tuż tuż. z pomocą przychodzi nam, a raczej przyjeżdża, samochód ciężarowy. pan mówi, że podrzuci i podrzuca na czas.
05.06.2007 :: 00:25 komentuj (0)
9. [stopa hobbita]
Nadejszedł czas skończyć konkurs... Chciałam dać szansę tym, którzy chwil nie spisali, ale daremne żale, próżny trud... Najpierw pomyślałam, że się zezłoszczę, a teraz myślę, że chyba sobie odpuszczę. I Wam też. A raczej pochylę moją głowę na bok, podeprę dłonią i skłonię do refleksji...
>> Najpiekniejszych chwil sie nie udaje spisac, nie zrobi sie im zdjęć, bo własnie całym sobą sie nimi jest. Są w samym środku nas samych. A jak tam wetknąć lufę aparatu, albo okular oka...? <<
Na tym kończę moją refleksję. Bo i ręka cierpi i głowa. Poza tym zbyt długa refleksja jeszcze jakąś refluksją się skończy, a tego byśmy nie chcieli. Tak więc wybaczam Wam wasz kiepski odzew na być moze kiepski pomysł;)
A że sponsor się znalazł będą i nagrody!
Dla Zosi TRO, Jakobe i Skrzata po Słodkiej Chwili się należy. Do odbioru w redacji!
hej!
07.06.2007 :: 00:10 komentuj (1)
10. [jakobe]
to ja, zgodnie ze zwyczajem blogowym, powiem może co robiłem wczoraj:
po pierwsze - skoro świt nawiedzam domostwo swoje, gdzie na prośbę ojca wykonuję parę czynności ogrodowych: 1) ścinam drzewo - wiśnię, 2) rozprawiam się z gałęziami czereśni, które uznał ojciec za zbędne, 3) rozkładam huśtawkę dla jaśka, 4) zrywam czereśnie do wiaderka, w czym dzielnie asystuje mi tuwim krótka łapa, 5) koszę trawę. wszystko to od 8 z minutami do 11 z minutami.
po drugie - w południe udaję się do groszka na śniadanie. groszek uprzedza, że śniadanie będzie niepolskie, a andaluzyjskie, czym tylko zaostrza moją ciekawość i apetyt rosnący.
po trzecie - gdy zajeżdżam pod dom groszka, okazuje się, że groszka w domu jeszcze nie ma. krótki wywiad i już wiem, wciąż tkwi groszek na polibudzie u pani promotorki swojej, nelly. przeprasza, mówi, że będzie za godzinę. skoro za godzinę, to ja w tym czasie załatwię to i owo, odpowiadam, do castoramy pojadę, taśmę klejącą kupię.
po trzecie - w castoramie leci east 17. ach, w pamięci rozbłyskują szkiełka wspomnień, tych szaleństw durnych wieku młodzieńczego.
po czwarte - siedzimy w kuchni u groszka i pałaszujemy andaluzyjskie śniadanie. śniadanie andaluzyjskie na tym polega, że się bierze bagietkę, przekrawa na pół, wkłada do jakiegoś podgrzewacza (my wkładamy do sandwich makera), skrapia oliwą i wysmarowuje startym na tarce pomidorem, i według uznania doprawia. pycha.
po piąte - pisze zosia, że pociąg do poznania (bo zosia pojechała do poznania, a z poznania do wrocławia - na festiwal cyrkowców), na który czeka i którego doczekać się nie może, już godzinę się spóźnia. niewiele myśląc dosiadam rower i udaję się na dworzec. po drodze kupuję kokosanki z czekoladą.
po szóste - ach, siedzi sobie zosia na plecaku - siedzi i na pociąg czeka. jakub nie powie na głos, ale poczuje - smutno się robi na taki obrazek, na widok zosi, która odjeżdża.
po siódme - jadę do roberta sochackiego po rzutnik multimedialny na wieczorną projekcję marcello. pada deszcz, w słuchawkach słucham meczu polska-armenia. gdy wreszcie zajeżdżam pod robertowe okno, okazuje się, że roberta w domu niet. siadam więc na krawężniku i odczekuję chwilę. wtem pojawia się robert, mówi, że bierze ślub i jedzie do azji. jego narzeczona daje mi rzutnik i oboje znikają.
po ósme - pakuję rzutnik do plecaka i jadę na projekcję dkf marcello. tam poznaję daniela szczechurę, miłego staruszka, którego kreskówki są, że tak powiem, przedmiotem projekcji. nie czekam do końca, bo książkę składać trzeba.
po dziewiąte - na wyspie prace wokół domu. zosia the real one ścina trawę, tomek rąbie i pali drzewo, które zalega, skrzat ogarnia taras.
07.06.2007 :: 11:10 komentuj (0)
11. [Stop z Hobbita]...czyli spaleni słońcem

stopy hobbita
pod hasłem "Nie zawracaj kijem Wisły" popłyneliśmy pod prąd Motławą. Naszą banderą czarny specjal. Zwiedziliśmy bastiony, bazyliki, bramy, baszty, krzaki co jakis czas, również stare ruiny spichlerzy, sklep i parę bożocielskich ołtarzy minęlismy w skupieniu. Zaglądneliśmy również do kilkunastu puszek piwa, ale jak się okazało, wszystkie były puste... jak pech to pech.
Rozpoczęlismy naszą wyprawę z przystani Żabi Kruk. Kama, Zdzihoo,jego znajomi, Tomek i ja-Skrzat. Dla kurażu przed rejsem wypiliśny za uznanie na Pomorzu, sięgneliśmy po wiosła, zdjęliśmy spodnie i ruszyliśmy. Rozpoczynaliśmy ten rejs jako blade szczury lądowe, nie mające bladego pojęcia o żywiole wody. Nabieralismy jednak wprawy w zastraszającym tempie. Turyści witali nas na mostach starego Gdańska. Dzieci krzyczały...A słońce dodawało blasku. Dodawało i dodawało. Aż trudno ten blask było znieść. Po mniej więcej 4 godzinach wracaliśmy w blasku chwały. Cała nasza załoga już nie szczurów lądowych bez bladego pojęcia, ale czerwonoskórych indian manewrujących w swoich Canoe tak by jak najszybciej znaleźć się u brzegu...i u źródła. W porcie.
A port to jest poezja piwa z kija na sliskiej zimnej kanapie, z bosymi stopami na chłodnych kamieniach posadzki, a obok panowie właściciele Żabiego Kruka jedzą kaszę jaglaną, która pachnie...ach, trzeba wracac do domu!
07.06.2007 :: 18:25 komentuj (0)
12. [oko]
w czasie, gdy załoga wyspiarzy drałowała kajakami po motławie, jakub udał się do oliwy, do domu rodzinnego na biesiadę grillowo-piwną. po kilku piwach, nieco zmęczon i słońcem znudzon, zaczął jakub zszywać buty, te wspaniałe buty, których, jak zapewniał sprzedawca, zszywać nie będzie trzeba, a które jakimś cudem popruły się w kilku miejscach. i nagle, gdy tak sobie zszywał błogo, jakiś robak, potworzątko włochate rzuciło się do jakubowej szyi. przestraszony zerwał się z miejsca i zrazu spostrzegł, że to nie robak, a zabawka jasiowa - pająk na pompkę, którego posadził jaś na jakubowej szyi w celu wywołania reakcji katastroficznej. śmiechom dziecka nie było końca.
wieczorem zaś spaleni słońcem wyspiarze (w składzie kajakarz dzida, szewc jakub i dołączająca nieco później kajakarka kama) zasiadają do wódeczki. przechylając kielona za kielonem, prowadzą rozmowy na tematy ostateczne. w międzyczasie dzwoni jakub do zosi. zosia jest już we wrocławiu i bawi się przednio.
08.06.2007 :: 12:41 komentuj (2)
13. [oko]
do skrzata w odwiedziny przyjeżdża mama i brat. zosia the real one zdaje egzamin z osobowości (?). dzida pomaga bule w remoncie mieszkania. jakobe czyta houellebecq'a, wyborczą i uczy brata skrzata licytacji w pokera. tomek gotuje zupę pomidorową i przyrządza spaghetti z warzywami. kalina słucha queen. kama przeprowadza testy psychologiczne na zaliczenie. drzewik siedzi na mazurach.
gorąco. och, kurwa, jak gorąco.
09.06.2007 :: 16:17 komentuj (1)
14. [oko aka jako]
dziś niedziela. oko postanowiło, że będzie dopisywało kolejne linijki dnia na bieżąco:
0811 - wyrusza skrzat do pracy. niestety za lęborkiem psuje się skrzatowi auto. na ratunek wyruszają mama i brat.
0852 - fetka miauczy pod pokojem. oko obstawia, że zaraz z pokoju wyjdzie dzida i fetce bezpardonowo jebnie.
0854 - ktoś rzeczywiście wychodzi z pokoju. fetka milknie.
1005 - zjedliśmy śniadanie. jakobe z zosią tro mówią o machaniu gałkami ocznymi.
---
wczoraj zaś palimy w ogrodzie ogień. są kiełbaski, są piweczka, skrzat gra na gitarze.
wcześniej mknie jakobe na swoim czarnym rumaku do sopockiej parasolki na obiad. zjada smaczne polędwiczki wieprzowe z grilla w sosie serowym i z podziwu wyjść nie może, skąd się tyle bydła różnorakiego w sopocie wzięło i jak się na tak krótkim monte casino pomieściło.
10.06.2007 :: 08:06 komentuj (0)
15. [kamszot]
11.00 zosia najprawdziwsza zdaje przedwczesny egz(tak jak sie rodzi przedwczesny porod) z psychologii zdrowia i dla jej zdrowia lepiej bedzie jak zda:)
11.22 kamszot porzadkuje kuchnie w ramach samoutrudniania
11.33 bywa, ze przedwczesne porody sa konsekwencja pewnych fizjologicznych niedociagniec, niedorobek (sama jestem przykladem takiego wczesniaka), tak i w przypadku zosinego egzaminu szansa na posiadanie zaliczenia polezy z rok w inkubatorze:)
14.30 przychodzi do mnie fetka, wiec ja glaszcze. od czasu kiedy oddalismy jej dzieci do adopcji, a ona, zeby zapomniec jela intensywnie sprawiac sobie nowe..mamy zdecydowanie mniejszy kontakt. wiec ja glaszcze dwa razy. mowimy sobie to i tamto ona placze, ja placze, po czym ona sie usmiecha ja ja przytulam i wszystko jest juz jak dawniej

14.50 brzuch mowi mi ''rrrrr'' w sensie burczy. schodze wiec na dol, otwieram lodowke, a tam rzuca sie na mnie zimne piwo!jak zdziha uwielbiam (w sensie slowo daje), rzuca sie!i juz jako ofiara ''lecha'' wracam na gore podobno sie uczyc
STATYSTYKO POZWOL ZYC!
[oko]
1622 - kama i jakobe zamawiają obiad z dobrej kuchni - kama bierze lasagne ze szpinakiem, jakobe lasagne z mięsem.
1730 - na żarcie czekają godziliard.
1810 - rafael nadal wygrywa finał french open.
2026 - do jakobe dzwoni zosia. zosia dzwoni w sprawie takiej, że wjebała się w metaforyczne gówno: jej współtowarzyszka podróży, wysiadając w poznaniu, zabrała i swój, i zosiny bilet. rzecz okazała się o tyle dramatyczna, że zosia miała przy sobie raptem 15 ziko, czyli nowego biletu sobie nie kupi. dodatkowo sytuację pogarszał fakt, że przy sobie nie posiadała także żadnego dowodu tożsamości, mogącym stać się podstawą do wystawienia mandatu, na którym to mandacie mogłaby zosia wrócić do domu. proszona jest więc przez pana kontrolera i panią kontrolerkę o opuszczenie pokładu. pokład opuszcza w inowrocławiu. za 6.50 pln kupuje sobie bilet do torunia. toruń brzmi bezpieczniej i daje więcej możliwości.
2048 - dzwoni jakobe do młodego. pyta, czy aby nie ma ochoty na wycieczkę do torunia. młody ochotę ma. tylko skończy pracę i możemy ruszać.
2225 - spotykamy się w gdańsku głównym. po drodze zahaczamy jeszcze o dom młodego, gdzie spędzamy dodatkowe pół godziny.
2300 - siup na toruń.
0100 - oto i zosia. siedzi, a właściwie leży, na tobołkach swoich na dworcu głównym przy kasach i czyta książkę. zosia jest zmęczona, więc o wszystkim, o całej wyprawie, opowie rano.
0135 - dopalamy papierosy i siup z powrotem.
0315 - jesteśmy niemal w domu, bo na gdańskiej żabiance pod całodobowym barem mlecznym kmar, gdzie zamawiamy po smacznym i niedrogim śniadaniu. w barze dosyć ruchawo.
0430 - jakoś właśnie o tej godzinie kładziemy się spać.
10.06.2007 :: 11:30 komentuj (0)
16. [gobelin from M]
zacznę od wczoraj...
8:00 nie mogę włączyć 4
8:01 nie ciągnie już 3-jka
8:02 przymusowy stop 30 km przed Słupskiem na poboczu.
8:02 piłuje silnik. nie odpala.
8:03 daję na luz otwieram drzwi i pcham...z górki
8:03:33 samochód zaczyna sie toczyć
8:03:55 nabiera prędkości.
8:04 zostaję lekko w tyle, zaniepokojona obrotem sprawy i widokiem stacji benzynowej na trajektorii jazdy.
8:04:10 samochód zapieprza na dystrybutor,ja biegnę tyłem trzymając drzwi i probując wsiąść. probuje jednocześnie naciskać hamulec
8:04:20 zapierdala jeszcze szybciej. okazuje sie ze naciskałam sprzęgło.
8:04:25 udaje mi sie depnac po hamulcach i zatrzymuje sie na murku od dystrybutora.
8:04:27 uff....
8:05 "kurwa mac!!!!!"
8:05:04 "ja pierdolę...."
potem przyjeżdża pan. otwiera stację. mówię mu samochód się zepsuł. On zagląda mi /tzn. mojemu cieniasowi/ pod maskę i mówi" ja wiem , co sie zpsuło...- samochód się zepsuł". Potem twierdzi ze chyba świeca. Dzwonimy po mejest od lat przyjacielem Domuchanika. Pan mechanik jest 300 m od stacji. Odpalam na jednym garze i terkoczę do warsztatu. Mechanik jest młody napakowany i ma tatuaz i zaspane niedzielne oczy. Otwiera maskę i mówi: "Siedemsetka, kurwa mać..." Potem przynosi jakieś 40 kluczy do odkręcania świecy, próbuje na 400 sposobów, permutuje z powtórzeniami i stosują Alfa Cronbacha i test Ce- Czinkłeczenta... za 401 razem i 4002 "ja pierdolę" udaje sie. daje 20 zeta i jadę!!!! Słońce pięknie świeci, w trójeczce leci stare Rolling Stones, mija 10 kiedy przekraczam magiczny znak M.
...........
A dziś byłam konno w sklepie we wsi jakieś 7 km od nas. Koń kolegi zkasztanił sie na chodnik i musiał sprzątać kupę butem. A ludzie stali na balkonach popegieerowskiego bloku i wiwatowali...A potem był różowy słońca blask i galop polną drogą, krótka wizyta u Cioci Bi*, mamy dla cioci w kieszeniach bluz czekoladę, kawę i kurz. Ciocia zaprasza na kawę ale konie nie mieszczą sie w przedsionku więc umawiamy sie na "innym razem" i odjeżdżamy w siną dal.
* ciocia jest 87 letnią staruszką, która jest od lat Przyjacielem Domu i zapiernicza prawie codziennie rowerkiem żeby pomagać u nas na polu i najczęściej łapie sie za głowę patrząc np. jak Nasi sieją siewnikiem i zapominają wsypać do niego nasionek, a za miesiąc się zastanawiają dlaczego buraki nie urosły...?
11.06.2007 :: 23:09 komentuj (4)
17. [kamszot]
otoz w jakis tam sposob obudzilam sie dzisiaj sama. moja zona zofia bowiem pojechala do stolicy. w sprawie visy do us and a. a takie tam sa procedury ze nawet telefonu komorkowego nie moze ze soba zabrac. ?wiec jak np (hipotetycznie, tylko hipotetycznie)jej ruda kolezanka zabralaby niechcacy wysiadajac w polowie pociagowej drogi jej bilet, a ona nie mialaby przy sobie zadnego dokumentu, to jak zadzwonilaby do swojego chlopca o pomoc i jak on moglby wtedy przyjechac po nia na drugi koniec polowy polski?ci od wizy nie przyjeli takiego obrotu zdarzen a na wyspie to juz 1 osoba na 7 miala taka przygodohistorie.
otoz w jakis tam sposob obudzilam sie dzisiaj sama i fakt ten uruchomil u mnie zupelnie wybujala hipotetyke, a praktycznie winnam juz byc we wrzeszczu i wrzeszczec o zalatwianie kilku niecierpiacych zwloki spraw.ahoj zatem
pomyslalam sobie: a co ty na to kamila, jakby zaoszczedzic sobie podrozy i dreptania i to co nogami mialo sie pierwotnie zaniesc, siecia inetrnetowa przeslac?tylko nieswiadoma obrotu sprawy juz godzine kablami i satelita pliki wrzucam do wrzeszczowego laboratorium. ale sa i tego dobre strony. leze sobie np w pidzamie(dlaczegozbym kurwa nie miala w niej lezec?)przez okno balkonowe na osciez otwarte wpada swieze powietrze tak swieze ze kreci mi sie w glowie, jeszcze tylko swieze bulki i swieza prasa.
gazete na twarz swiata i jazda!
13.06.2007 :: 09:48 komentuj (2)
18. [jakobe]
a wczoraj jest wreszcie normalna pogoda. normalna oznacza, że nie napierdala słoneczko jak oszalałe. w taką pogodę można oczywiście więcej, choć nasze więcej w dalszym ciągu oznacza niewiele. dziś natomiast, gdy wyglądam przez okno, odkrywam z niepokojem, że olaboga, tysiąc osiemset stopni chyba będzie i wszyscy się potopimy jak serki hochland.
no a co w ogóle: zosia the real one z samego rana udaje się do stolicy po wizę amerykańską; skrzat jeszcze nie wróciła z marianówka, wróci dziś; kama załatwia to i owo na mieście; zosia odpisuje na mejle i uczy się do egzaminu z fotografii; ja chyba czytam houllebecq'a albo śpię, nie pamiętam.
wieczorem w składzie kama, zosia, dzida i ja udajemy się na projekcję dkf-u marcello, najpewniej ostatnią marcellową projekcję w tym sezonie; wyświetlane są filmy nagrodzone na ostatnim festiwalu filmowym w krakowie. filmy dorzeczne, choć bez większego szału.
po projekcji puzon. w puzonie mówimy o power poincie, jajach dzidy, wódce, która czeka w lodówce.
14.06.2007 :: 10:01 komentuj (1)
19. [kamszot]
godzina 9 cos dzwoni/napierdala dzwonek do drzwi ide otwieram patrze mysle pan szukajacy zlomu, ale nie, pan przeprasza jak najmocniej, ze obudzil, bo nie wygladam i proponuje mi 2 kilo swiezej fladry, ja na to, ze dwa to za duzo, ze chce jeden kilo ale za cene 2. wariatka?biore ryby, ryby smierdza morzem, bo to jednak morskie ryby i klade je wysoko, coby ich zadne z naszych trzech kotow nie zjadly. nastepnie wracam do dzidy do lozka i on opowiada mi o nurkowaniu, a ja glebin jeziornych ciemnych sie boje panicznie wiec ustalamy ze nurkowanie nie dla mnie.godzina po 10 zdh migiem do sklepu robi zakupy na jajowe. sniadanie jemy we trojke z zosia juz posiadaczka amerykanskiej wizy:)po sniadaniu biore sie za patroszenie 7 dzikich flader, w tym czasie dzida mnie wacha i stwierdza ze przyjedzie okolo niedzieli. czyzby rybi swad tak dlugo trzymal?:)chcialam jeszcze dodac ze to byl moj debiut w patroszeniu:)

14.06.2007 :: 12:02 komentuj (0)
20. [kamszot]
odezwa do narodu: popsprzatajcie prosze salon bo jak te wszystkie male pylki i koty i ziarenka piasku i liscie i caly brud tego swiata do reszty czystego domu wkrada to mi oko mryga..
16.06.2007 :: 13:03 komentuj (1)
21. [oczko]
pogubiło się oczko i już nie pamięta, co się którego dnia wydarzyło, więc notka, którą zaraz państwo przeczytają, będzie chaotyczna, bez przysłowiowej ręki i nogi.
któregoś dnia, może to była niedziela a może środa, pojechali zosia i jakobe na topolową we wrzeszczu do nowego zosinego mieszkania. pojechali w celach, jak mówili, porządkowych. należało bowiem zerwać wosk z podłogi - pamiątkę po ostatniej wizycie, usunąć kipy stąd i stamtąd, umyć okno ufajdane pastą do zębów "magiczny kurczę coś tam" (pewnie "uśmiech"). na topolowej spędzają noc. przy okazji piją wódeczkę, słuchają nowego cocorosie i jeszcze nowszego marilyna mansona. jakobe dodatkowo wymiotuje z powodu brzucha, zosia jest wyrozumiała.
a skrzata ciągle nie ma.
później, a może to było wcześniej, na wyspę przyjeżdża misiek, serdeczny przyjaciel i kompan jakobe w licealnej doli-niedoli. misiek przyjeżdża z sylwią - sylwia jest weterynarzem, pracuje w lecznicy. pierwszej nocy, w ramach akcji odśwież swoją przeszłość, udają się na polanki do igreka.
a skrzata ciągle nie ma.
drugiego dnia grillują: są kiełbaski, są piersi z kurczaka, są skrzydełka, są przyprawy, są marynowane papryczki, są ogórki kiszone, jest wódka, są soki, jest kolejna wódka, są wyśmienite humory.
na wysokości jakiejś dwudziestej drugiej wraca skrzat.
kolejnego dnia (albo to w ogóle było na początku) odwiedza jakobe dom rodzinny, troski życia codziennego jeszcze mnie omijają, odpowiada rodzicom na pytanie, czy znalazł pracę. później spotyka się z groszkiem w józefie - rotflom nie ma końca. zosia w tym czasie jedzie do rębiechowa, gdzie spotyka się z rebeccą, przyjaciółką ingrid (kóra jest przyjaciółką zosi), która na kilka godzin znalazła się w polsce. następnie wpada do marty pentax, z którą cykają zdjęcia na zaliczenie - akty. zosia poznaje uroczego ojca marty i trochę mniej uroczą mamę.
tymczasem na wyspie: kama ze skrzatem leżą w łóżku. skrzat podsypia, kama ogląda program o metaamfetaminie, obie mają ochotę na coś słodkiego. do salonu schodzi tomek, chłopak zosi właściwiej, i zapodaje kubę wojewódzkiego. skrzat idzie spać na dobre do swojego pokoju, kama zasypia w salonie, tomek co rusz zanosi się śmiechem.
18.06.2007 :: 09:01 komentuj (0)
22. [najlepszy przyjaciel Domuchanika i jego kumpel Mejest czyli Stopy Hobbita]
W końcu wróciłam, a nie zdążyłam sie jeszcze rozpakować, ale nawet nie mam po co, bo jutro jadę znowu ;) dla takich powrotów warto wyjeżdzać. Bo to jest tak: gasisz silnik, czekasz jakies parę sekund aż ucichnie ci szum w uszach, jaki pozostaje po 280 km jazdy białą strzałą..., gasisz radio, którego i tak słychać nie było, w końcu je możesz usłyszeć, ale gasisz je..., siedzisz chwilę, by wysiąść powoli, rozprostowując swoje kości, nagle uświadamiasz sobie że masz mięśnie łydek, ud, że masz kolana a nie tylko bolący krzyż i odparzoną dupę...zaparkowałeś starannie: 1,5 metra od płotu, 1 metr od słupa , jak prosiła sąsiadka z naprzeciwka, która wyjeżdza codziennie na ręcznym i spaliła już dwa sprzęgła, i jakies 2 metry od drugiego słupa na prośbę senatora. Wysiadasz spokojnie zatem i co? patrzysz na taras a tam machają do Ciebie roześmiane gęby, a w powietrzu unosi zapach Luksusu. Przybiegają i całują i robią Ci zdjęcia, a ty czujesz sie jak gwiazda conajmniej wieczoru....:))))
18.06.2007 :: 21:15 komentuj (0)
23. [zosia niewlasciwa]
przed chwilą paliłyśmy z kamą papierosa na tarasie i słyszałyśmy jak do portu zawinął wieloryb i wyje. kamę wkurza dziś wszystko, tak że mogłaby czyjąś głową rzucić o ścianę - pasek od japonek, co się wrzyna między palce o stóp, serwer www.heritage.com, który najpierw odmawia współpracy z jej zdjęciem, a potem porównuje ją do roda stewarta i telewizor, który jak zwykle do zaoferowania ma sporo chłamu i za jaskrawe kolory. skrzat sprząta w swoim magicznym stoliczku i wyciąga zeń różne zapomniane skarby, rysowane i rymowane. dzień był przelotny i deszczowy, rano wyjechał misiek z sylwią, na śniadanie wpadła megi, przed śniadaniem poszłam z brudnymi włosami i kubą do biedronki po chleb i powidła, a po śniadaniu wybraliśmy się spożytkować dwa darmowe bilety do multikina. w drodze do domu kupiliśmy sobie lody i uratowaliśmy parę winniczków przed potencjalną śmiercią przez rozdeptanie. w domu kuba umył mi włosy i pomagał rozprawić się z kołdunami, co mi się zalęgły na głowie z powodu braku styczności włosów ze szczotką. w trakcie tego zabiegu na cztery ręce i dwa grzebienie zadzwonił rudy i zapowiedział się na 23. potem jest wedle harmonogramu - m jak miłość, m jak majewski i na deser - h jak horror z winona ryder.
jutro mamy pomóc sąsiadowi zbierać czereśnie.
strumień świadomości płynie z wolna.
18.06.2007 :: 23:54 komentuj (5)
24. [oko]
zosia mówi pofikajmy. jakub odpowiada ale, zosiu, spać. zosia mówi pofikajmy, pofikajmy. jakub odpowiada ale, zosiu, spać. zosia chwyta jakuba za rękę, mówi pobiegajmy, pobiegajmy. jest trzecia osiem. zosia i jakub wychodzą na ulicę. trzy-czte-ry, i biegną.
20.06.2007 :: 16:35 komentuj (7)
25. [oko]
dziś:
poleciała zosia właściwa do stanów zjednoczonych - do pracy, na trzy pełne miesiące. oko nie wnika, co się w duszy tomasza, chłopaka zosi, musi teraz wydarzać.
a skrzata wciąż nie ma, skrzat siedzi w M z dziećmi. wróci dzisiaj albo jutro.
w odwiedziny do chorej (angina) kaliny przyszła mama i w wolnej chwili pozmywała naczynia. zdzichu twierdzi, że pozmywała za trzydzieści złotych i że jutro za kolejne trzydzieści umyje podłogę. taki żart.
zosia pojechała do gdańska zobaczyć się z mamą i dziadkami. wcześniej zosia i jakobe zamówili na telefon pyszny (że hej!) obiad z chińskiej restauracji.
kama się uczy. razem ze zdzichem oglądają programy o szaleńcach na kanale discovery.
wczoraj:
zosia i jakobe pojechali do domku żeromskiego w orłowie (gdynia) na wernisaż prac plastycznych i tkackich zosinej cioci. po wernisażu spędza zosia wieczór panieński ku czci swojej kuzynki, asi. jakobe natomiast wraca na wyspę. a na wyspie ognisko - kama, zosia tro, zdzichu i jakobe zasiadają wokół paleniska. piją wódkę, jedzą kiełbaski, toczą. jakobe niechcący zasypia.
22.06.2007 :: 22:24 komentuj (0)
26. [kamlot]
taki dzisiaj smieszny dzien fetka lapie muchy nie zlapuje zadnej, caly dom gada po francusku nie rozumiem nic, klade sie spac w jakims lozku budze sie w zupelnie innym, zycie pelne jest zagadek i niespodzianek
24.06.2007 :: 18:52 komentuj (0)
27. [kamszot]
otoz dzieje sie dzisiaj na wyspie rzecz niesamowita. bowiem pan klemens, wlasciciel domu przywozi z rana ukrainskiego majstra, ktory z naszych scian i sufitow kuchanianych zdrapuje grzyba. ow grzyb byl z nami od roku. na poczatku niegrozny, potem jednak coraz bardziej mokry i kapiacy do zup i na glowy. na zdjeciach grzyb wychodzil nieco surowo acz ciekawie. w kazdym razie zatynkowan zamalowan i zapomnion.
grzyb za zycia

25.06.2007 :: 16:48 komentuj (1)
28. [oko]
no, i w ogóle w sobotę było wesele. ja pierniczę, jakie wesele! zaczęło się od tego, że do sopotu przyjechał tata zosi, powiedział jedziemy prędko, i pojechaliśmy w trójkę (zosia, tata zosi, jakobe) do pucka, do niewielkiego kościółka, gdzie bóg udzielał sakramentu małżeństwa joannie i majkowi z johannesburga. później rzeczone wesele w zamku pod puckiem, gdzie, jak przystało na zamek, królewskie pokarmy serwowali i myśmy się w związku z tym czuli po królewsku takoż.
25.06.2007 :: 21:48 komentuj (2)
29. [oczko]
wczoraj udaje się jakobe na spotkanie z ludźmi z k3 do józefa. spotkanie przebiega kulturalnie, bez przysłowiowych ceregieli, których można było oczekiwać, zwłaszcza po niedawnych mejlowych spięciach. przy okazji spotkania ogłasza anton, że oto obronił się. ciekawsze jest jednak nie to, że się obronił, a to, z czego się bronił - temat jego pracy brzmiał "narodziny filmu pornograficznego", co należy rozumieć dosłownie.
z józefa przenosimy się do puzona, albo jak wolą niektórzy - puzonu. tam dobiega końca część oficjalna naszego spotkania i zaczyna się część towarzyska. na końcu spotyka się jakobe z krzysiem i tomkiem nowakiem. panowie mówią chwilę, wreszcie rozpływają się w ciemnościach.
w tym czasie zosia i rudy, przyjaciel zosi z francji, który przyjechał do zosi w odwiedziny, udają się na kino pod gwiazdami.
dziś natomiast zgubił jakobe wszystkie dokumenty - dowód, kartę bankomatową, kartę kredytową, kartę pacjenta, kartę do multikina, kartę do biblioteki w dublinie, kartę do biblioteki w gdańsku i wiele, wiele i innych.
a zosia się uczy. no bo sesja.
27.06.2007 :: 16:58 komentuj (0)
30. [Skrzat] I got life, mother
I got life, mother
I got laughs, sister
I got freedom, brother
I got good times, man
I got crazy ways, doughter
I got milion dollar charm, cousin
I got headaches and toothaches
and bad times too like you....
I tak właśnie wygląda świat od kilku lat... i cieszy taki fakt, gdy się go zauważy leżąc na kanapie, w połowie filmu, który możesz obejrzeć do końca jeśli tylko chcesz,albo pójść spać, albo do lasu wyjść lub wziąć Stachurę pod rękę i ruszyć Bruna na piwo. a na podłodze ktoś leży i ogląda zdjęcia, a ktoś ogląda coś na TV Monde, a ktoś inny spalił sobie tyłek na solarium i promieniuje ciepłem...
Hair. To było coś. To było coś co wpadło mi w ręce pewnym przypadkowym przedpołudniem. Pierwsza klasa liceum, wiosna, zachrypniete anginą gardło, włączony z nudów telewizor. TVP 2. when the moon is in the seventh house and jupiter aligns with mars...
To było jak przypadkowe spotkanie z czymś, co od dawna miało sie w sobie...
to tak jakby wilk, który wychowywał się z psami i był przekonany, że jest psem, /choć coraz bardziej czegoś brakowało i coraz trudniej było sie do tego psiego życia przekonywać, a twarda sierść nie dawała się ujarzmiać tak łatwo/ spacerując u nogi niedzielnym popołudniem po lesie, nagle spotkał gromadę wilków... I zawył...:)
Teraz po tylu latach mam okazje zaspiewać na scenie i wykrzyczec 300 współczesnym hipisom i kilku starym wyżeraczom:
I got my feet
I got my hands
Got my toes
Got m guts
Got my muscles
I got my life
LifE
Life!
Life!
lifE!!!
niestety cierpi na tym wyspa, ktora musi wysłuchiwać tego wszystkiego...
Laaaaaajf:)
27.06.2007 :: 23:48 komentuj (1)
31. [kamszot]
wiem ze jestem nudna..ale kurwa posprzatajmy!
28.06.2007 :: 15:41 komentuj (0)
32. [oko]
groszek i jakobe spotykają się w józefie. chłopcy nie widzieli się od ponad tygodnia, więc w ruch poszły od razu tematy najpoważniejsze: muzyczne, filmowe, eschatologiczne. trochę po dwudziestej pierwszej dołącza się janisz, który pulę tematów poszerza o polityczne, pociągowe i te najbardziej newralgiczne - związane z pracą. chłopcy co rusz zanoszą się serdecznym rotflem.
dziś rano natomiast do paryża na powrót ruszył rudy. rudy na wyspie zabawił pięć dni i, jak donosi zosia, poland się rudemu całkiem spodobał. dodał, że wie, dlaczego polacy chcą się reprodukować - bo że takie śliczne kobiety, te polki.
w ciągu dnia na wyspie jako takie porządki. kama myje podłogę tu i tam, zosia pakuje swoje rzeczy z pokoju przy salonie, albowiem już jutro pokój przy salonie oficjalnie przestaje być pokojem zosi.
wieczorem zosia i jakobe wychodzą do kina na "tuż po weselu" z tym pastorem z "jabłek adama". no i o co chodzi - chodzi o to, że "tuż po weselu" jest filmem wyjątkowym - szczerym i pięknym, i poleca się serdecznie. po kinie udają się do nowo wymyślonej restauracyjki batory przy monte casino, gdzie "płacisz piętnaście i jesz ile chcesz".
---
co więcej: jakobe, od tej pory znany jako philip marlowe, odnajduje zaginione od tygodnia zosine okulary i swoje - zaginione trochę krócej - dokumenty, karty, papierki.
29.06.2007 :: 00:40 komentuj (1)
33. [ok]
z powodu takiego, że zosia nie może znaleźć notki z dnia wczorajszego, jej ujawnienie (notki, nie zosi) ciut się opóźni.
30.06.2007 :: 14:48 komentuj (2)
