|
114. [kanapowiec niedzielny na zzz]
na wyspie się dziś okna myje i wódkę pije. na topolowej zaś ja przeżywam menstruacje, w związku z którymi przylegam do kanapy z gazetą i laptopem na dzień cały. do wieczora bóle ustępują, ale lenistwo nie. wymyślam sobie aktywność nie nazbyt męczącą - oklejam polaroidami przeszklone drzwi do naszego pokoju, bo chociaż mieszkamy tu najdłużej, to jakoś jako ostatni zauważyliśmy, że przez to niby matowe szkło i tak widać raczej więcej niż mniej, no a teraz salon taki bardziej uczęszczany odkąd nowi współlokatorzy, kanapa, kablówka... z zadania jestem umiarkowanie zadowolona, więc przesłuchawszy parę ulubionych piosenek jeremiego i jurka, udaję się do kuchni pełna zapału przyrządzić nam wiosenny twarożek, tralala. przesalam go, a potem w ferworze ratowania rozwadniam doszczętnie śmietanką 18%. to dlatego, że mamy taką sól z grubymi ziarenkami - przez solniczkę nic nie leci, a jak z paczki, to od razu trzy kilo. no i dlatego, że mam okres. chyba powinnam założyć bloga. blog jest lepszy od terapeuty, bo wcale mu nie musisz odpowiadać na żadne pytania - wystarczy, że sobie przez parę minut dziennie pogadasz o sobie, a już bezużyteczność minionego dnia nabiera na wartości. kulinarna porażka rośnie do rangi wydarzenia dnia i już hop - mamy dzień pełen po brzegi. to się nazywa cud relatywizmu. koło 21 przyszła kama, opowiadała o swoich przygodach w pracy i przez chwilę zapowaliśmy ze zdzichem po kanałach, ale generalnie rzecz biorąc telewizja nie miała nam zbyt wiele do powiedzenia, więc powiedzieliśmy sobie dobranoc - kama i zdzich udali się na spoczynek na swoje indywidualne materace, ja dołączyłam do kuby, który swoim nielubianym przeze mnie zwyczajem zasnął na kanapie. jutro poniedziałek. lubię poniedziałek, serio. w poniedziałek odbiera się klisze i jedzie się do babci prasować sukienkę. nazwisko: komentarze: 23.04.2008 :: 20:45 :: 80.55.62.26 |