|
113. [jakub]
ej, a wczoraj było tak, że przyszli na topolową ludzie od zdzicha: kula-winiarz z nieodłącznym winem w dłoni, bartek z leonem, synem swem niespełna trzyletnim, przepociesznym, monika po pracy zmęczona z chłopakiem zmęczonym także, kamil-bębniarz, do tego my: cykająca zosia, kama z żelkami i groszkami w kolorze tęczy, ów groszki na nitkę nawijająca, dzida-łacha ciągacz i ja, i prawda co? i prawda kolację zrobiliśmy nie byle jaką, z lepszych najlepszą - tak zwane raclette (kto nie wie, o co cho, niech sobie tutaj przeczyta). w tym celu zakupiliśmy w lidlu 115 kilogramów sera żółtego, 55 kilogramów boczku, a w sklepiku pod domem 185 kilogramów młodych ziemniaków. i rozkosz, kochani, rozkosz. do tego czerwone winko na pobudzenie apetytu, lepsze trawienie i trochę dla szpanu. a potem kwik, że wszystkiego za dużo. nazwisko: komentarze: 24.02.2008 :: 18:03 :: 89.76.156.34 |