|
99. [jakub]
a jest tak: dziesiątego września pojechałem do warszawy, stamtąd poleciałem do stuttgartu, stamtąd pojechałem do strasbourga, w w strasbourgu to już wiadomo. mama zosi przywitała mnie czułym ciumaskiem i pytaniem, czy nie jestem głodny. tata zosi pokasływał, coś z gardłem. zosia powiedziała później, że pewnie fajka. następnego dnia odebrałem zosię z lotniska. kurczę, tutaj trochę jakby brakuje mi słów, więc proszę to sobie raczej wyobrazić (o w tym miejscu). kilka dni później polecieliśmy do pragi. w pradze pięć szalonych dni, o których szerzej kiedy indziej, i z powrotem do strasbourga. w strasbourgu kolejnych kilka dni, wypełnionych sympatycznym lenistwem i przyjemnym kołysaniem, i już jesteśmy w polandzie. przedwczoraj ostatecznie wyprowadziliśmy się ode mnie i już mieszkamy gdzie indziej, u zosi. tam w ostatni czwartek odbyły się zosine urodziny. kama przywiozła dwie puchate kuleczki, w sensie kotki, i myśmy te kotki postanowili wziąć, przygarnąć i one, te kotki, od czwartku z nami mieszkają. natomiast wczoraj w kankanie odbyły się urodziny groszka i janisza. były pląsy na parkiecie, były dzikie węże, stare dobre czasy, można powiedzieć. za chwilę, gdy zosia się zbudzi, pojedziemy do sopotu na wernisaż cioci honoraty. ciocia honorata maluje i wyszywa. a później śniadanie. nazwisko: komentarze: |