|
90. [the car is on fire]
tak, tak, pali mi się żeby w końcu poruszać bez chrobotów, zgrzytów, stukotów, przewalających się kaset na przedniej półce- bez nieporozumień: oldschool kaset mi wcale nie wadzi, wręcz go lubię, ale na zakrętach mnie z lekka wkurwia... nie chciałabym już więcej włączać ssania przed ruszaniem, przejmować się śpiewającym łożyskiem, ni jęczącym hamulcem... nie robić sobie zagadnienia z przepalonego bezpiecznika świateł awaryjnych, a jedyny luz, jaki mieć to w sobie, nie na kierownicy- to stan równy niemal nirwanie. Nie zastanawiać się czy udało ci się wrzucić trójkę, czy może jednak jedynkę... Nie podkładać już więcej kamieni pod tylne koło, bo linka od ręcznego osiągnęła maksimum rozciągliwości niczym guma od starych majtek... ... A dziś w końcu natura pokazała pogodniejszą twarz. Słońce na tarasie bawi się w teatrzyk cieni, wiatr naoglądawszy się Klimta robi mozaiki z liści, swierszcze grają marsz pożegnalny dla lata. Rachityczny kwiat co stoi w rogu tarasu wyrywa żarłocznie ostatnie promienie. Kot siada mi na kolanach i łapkami wciska przypadkowe przyciski na klawiaturze. Pachnie mchem i zmokłym drzewem. jesień nazwisko: komentarze: |