87. [jakub]

będzie znów o filmie. tym razem restart w kinie neptun. ach, kino neptun jest fajoskie: wielkie jak camp nou, ze świetną akustyką i wygodnymi fotelikami. to lubimy w kinach. na projekcji było chyba ze siedem osób, siedem drobnych główek na tak sporej przestrzeni wyglądało uroczo. tylko w stopy trochę chłodno, może już czas wyskoczyć z sandałów.

w każdym razie - restart. ja sobie wcześniej poczytałem, co o filmie mówią internauci na forach filmowych, a ci w ocenie są raczej na nie. i to kolejny argument za tym, ażeby nie brać sobie do serca tego, co powie szalona_aneczka z białołęki czy orzeł203 z sieradza. restart robi, naprawdę robi. i jak ktoś uważa (a takie opinie też się pojawiały), że film jest chaotyczny i nie wiadomo, co jest po czym, co jest przed czym, a czego w ogóle nie ma i tylko bohaterce się wydaje, że jest - to nazwę go gupkiem (sic!). film jest na tyle czytelny, żeby przeciętny widz, taki jak na przykład ja, nie miał żadnych problemów z jego rozszyfrowaniem. poza tym montaż - klasa, new modern art, przypominający momentami obrazki z aronofskiego, rozdygotana kamera, fast motion, slow motion, hue saturation i inne zagraniczne słowa. o samej fabule nie piszę, bo można sobie przeczytać tutaj.

co do wydarzeń bieżących: wieczorem koncert w kościele mariackim, a później chyba wyspa, jeszcze nie wiadomo.

i zosia zadzwoniła.
nazwisko:


komentarze: