|
66. [Skrzat]
No więc godziliard kilimetrow w 3 h i jestem z powrotem. Przedzierałam się białą strzałą przez białą mgłę i prawie nie rozjechałam rowerzysty. Rozmawiałam z dziewczyną o rozczochranych włosach, przyglądałam się tatuażowi węża na szyi wiecznie uśmiechniętego Adama, jadłam kinder bueno na bufecie, piłam kawę pod ogromnym świerkiem, raz ugryzła mnie czerwona mrówka jak sądze, 3 razy komar. Wkładałam soczewki na piekące 0 7:00 oczy. Malowałam gołębia. Rozmawiałam o sześcianowej teorii rzeczywistości opartej na liczbach 0 i 9. Przenosiłam pstrągi w rękach z wyschnietego stawu. Patrzyłam na brodzących na dnie chłopaków z podbierakami polujących na węgorza giganta. Jadłam ogórki spod folii. Wiozłam do weterynarza kotka, któremu koń nadepnął na łapkę. Patrzyłam na 2 miesięczne dziecko, które się uśmiecha do ludzi, a jego mama nie ma żadnych butów oprócz niebieskich klapek. Usłyszałam "Ty to jesteś wariatka". Nie odebrałam kilku połączeń i nie odpisałam na kilka esemesów. Sieci brakowało albo czasu. Życie TAM to wartka rzeka. Padnięta ale zadowolona wracam i siedze już we własnym łóżku z własną herbatą i nie obudzi mnie rano dzwon, ani odgłos tuptania 70 trampek. Bedę odpoczywać w pokoju. [jakobe] a ja się solidnie nawaliłem, pierwszy raz od niepamiętnych czasów. i kmar był w nocy, i szeptane rozmowy, i marquez, i skoki z 220 metrów w szwajcarii. ach, co za noc. nazwisko: komentarze: |