|
60. [jakobe]
drugi dzień w pracy. drugiego dnia w pracy poznaję nowych pracowników i rozpoznaję starych (i sobie konstatuję miło, że średnia wieku pracowników musi wahać się gdzieś między 25 a 27 lat). orły, z którymi robiłem dnia pierwszego, odleciały gdzieś hen. drugiego dnia w pracy słyszę, że teraz mam cztery dni wolnego. ja się nie znam jeszcze na tych wszystkich meandrach systemu kształtowania idealnego pracownika, ale to chyba nie tak powinno wyglądać. w każdym razie mam cztery dni wolnego i w związku z tym namawiam groszka na wyjazd do wilna. ale groszek mówi, że nie może, bo zaraz pracę w reutersie zaczyna, odpowiada: jedź w pojedynkę, ziom. w pojedynkę robić zwariowane rzeczy, myślę sobie pochmurnie. skrzat tego dnia na grabówku. wieczorem znów cico. groszek mówi, że jest spotkanie z ludźmi z jego roku - alą, wojtkiem, maliną, pranżkę, jarkiem, tą niewiastą z algierii, której imię wciąż wypada mi z głowy, i agnieszką, co lada moment bierze ślub - mówi, że jest takie właśnie spotkanie i żeby iść. instalujemy się w rzeczonym cico i prędko przechodzimy do rzeczy: malina zamawia obiad, robi duże buzi i zaczyna pałaszować, pozostałe dziewczęta biorą po redsie, a chłopcy oczywiście po dużym piwie. do piwa dobra jest fajeczka, czupurna pani za barem namawia mnie na papierosy o nazwie benson & hedges, o których nie wiem nic, ale które za chwilę wejdą do trójki moich ulubionych marek. córka, która zaraz się zjawi i która dziś obchodzi dwudzieste pierwsze urodziny (hej ho, lat sto!), w ferworze przywitań niechcący wylewa moje piwo, a właściwie resztkę mojego piwa. piwo ląduje na groszkową (bo w groszki, a nie że groszka) spódnicę ali. za chwilę pani barmanka stawia przede mną nowiutkie, a ja serdecznie dziękuję córce. przy stoliku obok zupełnie niezależnie biwakuje dwóch nowych wyspiarzy - urocza pani z asp i jej chłopak z berlina, równie uroczy. na dole cico kuba wraz z dwoma innymi aktorami improwizują performance teatralny. publiczność zarykuje się ze śmiechu. nazwisko: komentarze: |