|
57. [ten jakobe, co pracuje]
pierwszy dzień pracy - pac! później spotykam się z miśkiem w igreku. stary dobry igrek przeżywa schizofrenię. z jednej strony brać studencka alternatywna, z drugiej strony karki i zupełny brak smaku. leżymy z miśkiem na sofach i kontemplujemy, za chwilę rozpoczyna się karaoke. wtem przysiada się do nas grupka pięciu osób. pani o dużych, niezbyt rozgarniętych oczach, spogląda na mnie czule i otwiera woreczek pytań: najpierw, co słychać. później, czy może włożyć mój kapelusz. wreszcie, czy może się położyć obok. a kiedy słyszy, że wolę, żeby nie, to się rozkłada obok i głupio uśmiecha. dziękujemy, my już wychodzimy, i zmieniamy miejsce na takie, gdzie z głośnika po cichu sączy się nirvana i pan z panią grają w piłkarzyki. misiek mówi, że nirvana jest dobra, ja mówię, że no pewnie. później wyspa. o wyspie to ja może nie napiszę wszystkiego, bo przyszedłem grubo po 23, kiedy towarzystwo z wolna dogasało nad powoli dogasającym grillem. powiem tylko tyle, że kiedy się rano obudziłem, nie znalazłem sandałów swoich własnych, które lubię, więc niewiele myśląc i do pracy się spiesząc, wziąłem czyjeś, niemal równie ładne. ale oddam. resztę może skrzat? [skrzat] zatem A nie było to czasem w Ygreku Jakobe jakoby nieco inaczej, na ten przykład tak: - Jolu, włóż kapelusz... - Nie włożę kapelusza. - Jolu, włóż kapelusz, będziemy uprawiać miłość francuską.? A o wyspie tudzież wysypisku co mogę powiedzieć... impreza była no. bez wiekszej okazji skrzyknelismy sie na grilla co by poopowiadac sobie różne mniej lub bardziej smaczne historie z ostatnich miesiecy, a nawet i lat. Bo na przykład wymienialismy sie doświadczeniami na temat różnego rodzaju zatrzaśnięć, przytrzaśnięć przez drzwi a to autobusowe a to eskaemkowe...różnie u różnych osób bywało. Ktoś w pół do peronu, a w pół do środka kolejki zamiatał jedną nogą kurz na stacji, a drugą próbował dorównywać tempa tej bardziej wyzwolonej..;P, ktoś inny w innym mieście, z lenistwa albo roztargnienia, nie wyjął rajstop z nogawek spodni i ruszył z nimi na przystanek linii autobusowej nr 9, lekko wskoczył na pokład zatłoczonego autobusu, ale z wyskoczeniem miał wielkie problemy, gdyż nagle okazało się, że jego jedna noga pępowiną z brązowych rajstop o dwu szwach na tyłku połączona jest z podeszwą pewnego pana w środku autobusu. noga probuje sie uwolnić, ale czuje opór rozciagającej się rajtuzy... Noga wymachuje nogą, ciągnie, a tu ani drgnie. na to wszystko drzwi zamykaja sie z sykiem przycinając w 80% syntetyczną, a w 20 bawełnianą pępowinę, panika!, autobus rusza, noga lekko w górze, coraz wyżej, rajstopa powoli przesuwać sie zaczyna wewnatrz nogawki, uwalniając się i poddając sile autobusu nr 9. Wyskakuje w całej okazałości na światło poranka i na pożegnanie macha brązowymi nogawkami na wietrze... Poza tym zaczęło sie od klemensa i rozliczenia za dom. klemens ucieszył sie ze spotkania ze starymi wyspiarzami, bo na grillu spotkali sie własnie m.in. pierwotni mieszkańcy Wyspy: Sikor, Amerykanin, oraz wiele wiele innych osób, mniej lub bardziej powiazanych z wyspianskiego. nazwisko: komentarze: 15.08.2007 :: 00:28 :: 89.79.143.73 10.08.2007 :: 01:43 :: 85.128.91.178 |