|
54. [jakobe]
no, się ruszyło z notkami, fajosko. to ja powiem, co u mnie. przedwczoraj pojechaliśmy z córką i groszkiem do cico w gdańsku (dzida nie mógł, bo coś tam, janisz przyjmował rodzinę z usa). cico w gdańsku ma tę właściwość, że piwo (peroni, 0.4 l) jest drogie (9 ziko) a sofy zdecydowanie wygodne, chociaż nie z ikea. z córką urządziliśmy maraton jarania szlugów, że aż mnie później w domu brzuch rozbolał. i ach, jak pięknie ze sobą mówiliśmy, o tym i o tamtym, i czule i serdecznie. w pewnym momencie pojawił się kuba z koleżanką i kolegą, który namiętnie próbował mi wmówić, że mam profil antonio banderasa. nie wiem, o co chodziło. groszek myślami uciekał do ann i w końcu uciekł dosłownie. córka do domu wróciła o 7.30. ja trochę wcześniej. a wczoraj żak z janiszem. opowiadamy sobie, janisz dodatkowo śpiewa: najpierw piosenkę z pana kleksa, później numer boysów z "dymaniem jej", a później ten już całkiem pochrzaniony kawałek z kurami: "siódme jajo znióóósł, ósme jajo znióóósł, a potem zdechł", czy jakoś tak. mamy czill. dalej, już zupełnie w nocy, park oliwski i pokaz filmu "ogród". park oliwski obchodzi teraz swoje dni, tak zwane dni parku oliwskiego. błażej mówi, że musimy wiedzieć, co w trawie piszczy. nazwisko: komentarze: |