41. [jakobe]

primo: zosia zdała egzamin ze statystyki - zaawansowanej.

secundo: kama jest chora. jej głos przypomina trochę głos bogusława lindy, a trochę małgorzaty ostrowskiej po ośmiogodzinnym koncercie.

tertio: wczoraj w składzie zosia, córka, kuba - chłopak córki, groszek i ja pojechaliśmy do kościoła św. jana w gdańsku na wykład davida lyncha dotyczący medytacji. wykład był bez sensu. david nie powiedział właściwie nic, ciągle tylko to szczęście, zjednoczone pole, światło, błogosławieństwo, buzująca kreatywność, bezgraniczność, peace i jasność umysłu. jedyną właściwie atrakcją był pan, który tłumaczył. pan, który tłumaczył, tłumaczył tak, że wszystko przypominało raczej parodię a'la młody stuhr, który notabene siedział w piątym rzędzie obok chyry, też aktora.

później zanieśliśmy się do kreski, gdzie toczyliśmy rozmowę na temat janiszowych kruków, groszkowych szpaków, córkowym psie - berecie, który wali się z kapciem, cudownych możliwościach, jakie stwarza młodym ludziom zjawisko globalizacji. na końcu idziemy pożywić się do mcdonald'sa.

quatro: dziś natomiast za pomocą mojego ojca przewieźliśmy z zosią rzeczy z wyspy do nowego mieszkania zosi we wrzeszczu. ach, rozstania nadszedł czas i łezka zakręciła się w oku, gdy wychodziliśmy z ostatnim kartonem. skrzat mówi, że smutno. oj smutno kurczę.

później szwendamy się po targu w oliwie, gdzie kupujemy czereśnie i dwa ogórki małosolne.

quinto: wieczorem z zosią jedziemy na wyspę, gdzie martwa cisza i nikogo w domu. zosia robi ciasto z jabłkami z napisem "sto lat" dla skrzata, w czym trochę jej pomagam. wychodzimy nim ktokolwiek się zjawia.
nazwisko:


komentarze: