22. [najlepszy przyjaciel Domuchanika i jego kumpel Mejest czyli Stopy Hobbita]

W końcu wróciłam, a nie zdążyłam sie jeszcze rozpakować, ale nawet nie mam po co, bo jutro jadę znowu ;) dla takich powrotów warto wyjeżdzać. Bo to jest tak: gasisz silnik, czekasz jakies parę sekund aż ucichnie ci szum w uszach, jaki pozostaje po 280 km jazdy białą strzałą..., gasisz radio, którego i tak słychać nie było, w końcu je możesz usłyszeć, ale gasisz je..., siedzisz chwilę, by wysiąść powoli, rozprostowując swoje kości, nagle uświadamiasz sobie że masz mięśnie łydek, ud, że masz kolana a nie tylko bolący krzyż i odparzoną dupę...zaparkowałeś starannie: 1,5 metra od płotu, 1 metr od słupa , jak prosiła sąsiadka z naprzeciwka, która wyjeżdza codziennie na ręcznym i spaliła już dwa sprzęgła, i jakies 2 metry od drugiego słupa na prośbę senatora. Wysiadasz spokojnie zatem i co? patrzysz na taras a tam machają do Ciebie roześmiane gęby, a w powietrzu unosi zapach Luksusu. Przybiegają i całują i robią Ci zdjęcia, a ty czujesz sie jak gwiazda conajmniej wieczoru....:))))
nazwisko:


komentarze: