18. [jakobe]

a wczoraj jest wreszcie normalna pogoda. normalna oznacza, że nie napierdala słoneczko jak oszalałe. w taką pogodę można oczywiście więcej, choć nasze więcej w dalszym ciągu oznacza niewiele. dziś natomiast, gdy wyglądam przez okno, odkrywam z niepokojem, że olaboga, tysiąc osiemset stopni chyba będzie i wszyscy się potopimy jak serki hochland.

no a co w ogóle: zosia the real one z samego rana udaje się do stolicy po wizę amerykańską; skrzat jeszcze nie wróciła z marianówka, wróci dziś; kama załatwia to i owo na mieście; zosia odpisuje na mejle i uczy się do egzaminu z fotografii; ja chyba czytam houllebecq'a albo śpię, nie pamiętam.

wieczorem w składzie kama, zosia, dzida i ja udajemy się na projekcję dkf-u marcello, najpewniej ostatnią marcellową projekcję w tym sezonie; wyświetlane są filmy nagrodzone na ostatnim festiwalu filmowym w krakowie. filmy dorzeczne, choć bez większego szału.

po projekcji puzon. w puzonie mówimy o power poincie, jajach dzidy, wódce, która czeka w lodówce.
nazwisko:


komentarze:

14.06.2007 :: 12:23 :: 89.79.143.73
wyspa
tymczasem co? tymczasem pada. hurra!