11. [Stop z Hobbita]...czyli spaleni słońcem


stopy hobbita

pod hasłem "Nie zawracaj kijem Wisły" popłyneliśmy pod prąd Motławą. Naszą banderą czarny specjal. Zwiedziliśmy bastiony, bazyliki, bramy, baszty, krzaki co jakis czas, również stare ruiny spichlerzy, sklep i parę bożocielskich ołtarzy minęlismy w skupieniu. Zaglądneliśmy również do kilkunastu puszek piwa, ale jak się okazało, wszystkie były puste... jak pech to pech.
Rozpoczęlismy naszą wyprawę z przystani Żabi Kruk. Kama, Zdzihoo,jego znajomi, Tomek i ja-Skrzat. Dla kurażu przed rejsem wypiliśny za uznanie na Pomorzu, sięgneliśmy po wiosła, zdjęliśmy spodnie i ruszyliśmy. Rozpoczynaliśmy ten rejs jako blade szczury lądowe, nie mające bladego pojęcia o żywiole wody. Nabieralismy jednak wprawy w zastraszającym tempie. Turyści witali nas na mostach starego Gdańska. Dzieci krzyczały...A słońce dodawało blasku. Dodawało i dodawało. Aż trudno ten blask było znieść. Po mniej więcej 4 godzinach wracaliśmy w blasku chwały. Cała nasza załoga już nie szczurów lądowych bez bladego pojęcia, ale czerwonoskórych indian manewrujących w swoich Canoe tak by jak najszybciej znaleźć się u brzegu...i u źródła. W porcie.
A port to jest poezja piwa z kija na sliskiej zimnej kanapie, z bosymi stopami na chłodnych kamieniach posadzki, a obok panowie właściciele Żabiego Kruka jedzą kaszę jaglaną, która pachnie...ach, trzeba wracac do domu!
nazwisko:


komentarze: