8. [gobelin wieczorową porą]

tak skrotem przez wyspe. tak prawie przez sen. dosłownie z łóżka i na chwilę.
łikend owocny we wrażenia oderwał nas na chwile ze świata wirtualiów. przez chwilę poczuliśmy że żyjemy naprawdę i że to prawdziwa krew uderza do głowy. Nasze i niczyje inne nogi trzęsą się ze strachu. Przez chwilę mogliśmy poistnieć między ziemią a niebem i tylko cienka linka łączyła nas jak pępowina ze światem. Jedni krzyczeli inni lecieli oniemiali, jeszcze inni płakali, byli i ci odważni co się nie wahali powiesić swego żywota na włosku. Nad wszystkim panował Zdzihoo. Tak sie przynajmniej zdawało. Most na Rutkach nie zawalił się, a jego przęsła cierpliwie znosiły łaskotanie naszych stóp. Jedne stopy to nawet prawie się ukorzeniły stercząc ponad godzinę na przęśle. mimo próśb i gróźb nie chciały przeskoczyć samych siebie. Wtedy pojawił się Zdzihoo i poderwał je do lotu. Siła perswazji;-) no to miało być krótko....
dobranoc.


[oko aka jakobe porą trochę zbyt wczesną ]

skrzat ma na myśli, że skoki były. że się z mostu, przypięci do mostu cienką żyłką, na łeb, na szyję w wodę rzucaliśmy i że jedni bali się mniej, a inni bali się bardziej, lecz rzucili się, albo zostali rzuceni (bo na przykład kamilę z mostu zepchnął zdzichu), wszyscy z obecnych.


pierwszy smialek kuba (chcial nawet skakac bez lin)
wariat zwariowany



talia w talii ma uprzaz




lata jakobe az mu sie nogi po wodzie stopami szescioma



lata marta



skrat lata!


mina podejmujacego wyzwania/odbiera jakobe na wodzie tych co dyndaja



tak wyglada prawidlowy odbior




***pamiatki skoku kamszota nie ma, bo wszyscy stracili nadzieje ze skoczy i odlozyli sprzety na bok:)ale skoczyla naprawde popchnieta przez koniecznosc zdzihowa. natomiast zdzihu skoczyl tak szybko, ze nikt nie zdazyl tego zarejestrowac:)


a dzień wcześniej wybrali się zosia i jakobe na wycieczkę do poznania, a dokładnie do jaszkowa pod poznaniem. poznań zdecydowanie przoduje w rankingu miast najczęściej ostatnio odwiedzanych - jakobe w bieżącym roku wizytował w poznaniu, w celach takich czy owakich, ze pięć albo ze sześć razy. olaboga. tym razem odwiedziny miały charakter czysto imprezowy. w skrócie: zebrała się gawiedź na polu, uprzednio stosownie do tematu przebierając (a tematem była wieś, wieśniaki, wieśniactwo), i stosownie do możliwości, a niekiedy znacznie je przekraczając, jęła pić (a także palić lulki, a także tańczyć).

do trójmiasta zaczęliśmy wracać nad ranem. idea była taka - zdążyć do poznania na 6.18 (bo pociąg). okoliczności natomiast jakby w opozycji do idei - mija piąta, a my ciągle w tym jaszkowie. jaszkowo od poznania oddalone jest o 40 kilometrów, co zwykle nie robi problemu, gdyż pod ręką ma się transport - mobilny i szybki. problem pojawia się wtedy, gdy pod ręką transportu żadnego. i myśmy właśnie transportu żadnego, a 6.18 tuż tuż. z pomocą przychodzi nam, a raczej przyjeżdża, samochód ciężarowy. pan mówi, że podrzuci i podrzuca na czas.
nazwisko:


komentarze: