wyspa


118. [jakobe]

zosia pojechała do republiki tuwy jako wolontariuszka przy festiwalu muzycznym. na samym miejscu zabawi raptem przez 12 dni, ale dodatkowo będzie musiała przetrwać kilkudniową podróż w tę i z powrotem. wróci za jakieś trzy tygodnie.

tymczasem mały spot z heinekena:



09.07.2008 :: 10:20 komentuj (0)


117. [back from Paris]

wsparliśmy jak sie okazało irAńSKICH terrorystów. kazali machać flagami, dali za to colę i bułkę z szynką, tudzież z "tuna". mówili w stylu "krzaka" nikt nic nie rozumiał, a było nas z 80 tysięcy, samych autokarów z Polski z 70. Podobno mówili o nas w TVn-ie i pisali w Wyborczej, że studenci polscy pojechali na wiec sponsorowany przez islamskich terrorystów... a miało być tak pięknie... walka o prawa człowieka w Iranie okazała się walką o prawa człowieka w Paryżu. Pan w drzwiach ani myślał wypuścić znudzonych i zdegustowanych agitacją i polityczną manipulacją ludzi. Trzeba było użyć siły żeby sforsować drzwi wyjściowe(jedyne nie zablokowane na hali gdzie przebywało ok 70 000 tyś ludzi, potem "ruscy" sforsowali bramki poza halą i można było już w spokoju przekoczować na trawie kolejne kilka godzin w oczekiwaniu na autokar. Chyba że było się z TyCH NiePoKOrnYch i miało sie na tyle odwagi by zaryzykować przymus powrotu "na własny koszt"... My pojechaliśmy metrem do Paryża pić piwo nad kanałem Saint MArtin....

30.06.2008 :: 22:34 komentuj (0)


116. [kozaczek]

któregoś razu:



30.06.2008 :: 10:44 komentuj (0)


115. [stary mędrzec powiedział]

przyjaźń smakuje najlepiej na rowerach, a miłość pod kocem.

23.04.2008 :: 23:58 komentuj (0)


114. [kanapowiec niedzielny na zzz]

na wyspie się dziś okna myje i wódkę pije. na topolowej zaś ja przeżywam menstruacje, w związku z którymi przylegam do kanapy z gazetą i laptopem na dzień cały. do wieczora bóle ustępują, ale lenistwo nie. wymyślam sobie aktywność nie nazbyt męczącą - oklejam polaroidami przeszklone drzwi do naszego pokoju, bo chociaż mieszkamy tu najdłużej, to jakoś jako ostatni zauważyliśmy, że przez to niby matowe szkło i tak widać raczej więcej niż mniej, no a teraz salon taki bardziej uczęszczany odkąd nowi współlokatorzy, kanapa, kablówka... z zadania jestem umiarkowanie zadowolona, więc przesłuchawszy parę ulubionych piosenek jeremiego i jurka, udaję się do kuchni pełna zapału przyrządzić nam wiosenny twarożek, tralala. przesalam go, a potem w ferworze ratowania rozwadniam doszczętnie śmietanką 18%. to dlatego, że mamy taką sól z grubymi ziarenkami - przez solniczkę nic nie leci, a jak z paczki, to od razu trzy kilo. no i dlatego, że mam okres.
chyba powinnam założyć bloga. blog jest lepszy od terapeuty, bo wcale mu nie musisz odpowiadać na żadne pytania - wystarczy, że sobie przez parę minut dziennie pogadasz o sobie, a już bezużyteczność minionego dnia nabiera na wartości. kulinarna porażka rośnie do rangi wydarzenia dnia i już hop - mamy dzień pełen po brzegi. to się nazywa cud relatywizmu.
koło 21 przyszła kama, opowiadała o swoich przygodach w pracy i przez chwilę zapowaliśmy ze zdzichem po kanałach, ale generalnie rzecz biorąc telewizja nie miała nam zbyt wiele do powiedzenia, więc powiedzieliśmy sobie dobranoc - kama i zdzich udali się na spoczynek na swoje indywidualne materace, ja dołączyłam do kuby, który swoim nielubianym przeze mnie zwyczajem zasnął na kanapie.
jutro poniedziałek. lubię poniedziałek, serio. w poniedziałek odbiera się klisze i jedzie się do babci prasować sukienkę.

14.04.2008 :: 00:14 komentuj (1)


115. [kanapowiec sobotni]

made by skrzat












12.04.2008 :: 18:01 komentuj (2)


114. [skrzat]

wszyscy czekamy na wiosne. ja na przyklad czekam rozpaczliwie. A wy?

23.03.2008 :: 16:29 komentuj (4)


113. [jakub]

ej, a wczoraj było tak, że przyszli na topolową ludzie od zdzicha: kula-winiarz z nieodłącznym winem w dłoni, bartek z leonem, synem swem niespełna trzyletnim, przepociesznym, monika po pracy zmęczona z chłopakiem zmęczonym także, kamil-bębniarz, do tego my: cykająca zosia, kama z żelkami i groszkami w kolorze tęczy, ów groszki na nitkę nawijająca, dzida-łacha ciągacz i ja, i prawda co? i prawda kolację zrobiliśmy nie byle jaką, z lepszych najlepszą - tak zwane raclette (kto nie wie, o co cho, niech sobie tutaj przeczyta). w tym celu zakupiliśmy w lidlu 115 kilogramów sera żółtego, 55 kilogramów boczku, a w sklepiku pod domem 185 kilogramów młodych ziemniaków. i rozkosz, kochani, rozkosz. do tego czerwone winko na pobudzenie apetytu, lepsze trawienie i trochę dla szpanu. a potem kwik, że wszystkiego za dużo.

24.02.2008 :: 08:59 komentuj (1)


112. [Skrzat]

Ruszamy w góry!Spróbuje spakować jak najmniej. Ale i tak już wiem, że będzie za dużo. Zwłaszcza po kilku godzinach marszu. Najprawdopodobniej będzie już za dużo po wyjściu z pociągu. Na szczęście są na świecie rzeczy które czynią człowieka zdolnym do lotu. czyli normalnie skrzydeł dodają. Zimne piwo. Kawałek kiełbasy z bułką. Dworzec PKS o siódmej. 9 niewyspanych gęb towarzyszy niedoli. no i zdanie "Może poniosę ci plecak?"
"Zima leśnych ludzi" niestety będzie w tym roku raczej brodzeniem w błocie... E tam.Edek pod łabskim szczytem czeka na noc przy wódce i chińczyku. Służba nie drużba.

09.02.2008 :: 00:52 komentuj (0)


111. [jakub]

straszny błąd, kardynalny. w ostatniej notce powinno być:

a dziś ma zosia ostatni egzamin. z psychopatologii. wczoraj pożyczyła od kamy taką zajebiście grubą książkę, żeby sobie wszystko poukładać.

proszę zwrócić uwagę, że nie od skrzata, jak stoi wcześniej, a od kamy.

a wczoraj na topolową wpadli kama ze zdzichem. piliśmy tatrę, a później zasnąłem, więc nie wiem, pewnie wykrzywiali moją śpiącą twarz, wtykali weń słomki i robili zdjęcia.

06.02.2008 :: 15:15 komentuj (3)


110. [jakub]

a dziś ma zosia ostatni egzamin. z psychopatologii. wczoraj pożyczyła od skrzata taką zajebiście grubą książkę, żeby sobie wszystko poukładać. no. a kama ogląda na utubie filmiki ze śmiesznymi kotami.

przedwczoraj wybyli lokatorzy z topolowej, czyli stąd, gdzie teraz z zosią mieszkamy. dziś może wreszcie wprowadzi się na topolową zdzichu. będzie się działo, myślimy sobie.

aha, no i jako że ja mam za parę dni urodziny, myślę, że można, że nawet wypada coś zorganizować. jakiś armageddon na topolowej czy exodus w sfinksie. a tak na poważnie to najlepiej jakby każdy przebrał się za mnie, za jedno z moich licznych wcieleń.

05.02.2008 :: 09:02 komentuj (1)


109. [mikołaj na przełaj]

hej ho ho wszystkim życzę grzybowej bez buraka, barszczu bez dwóch grzybów, choinki z niekłującymi igłami które wcale nie opadaja i nie wbijają sie w skarpety, orzechów które łatwo sie łupią i zgryzają, ciastek ciasteczek i czekoladek którenie znikają, usmiechów, śmiechów, , półśmiechów, półgębkiem, na całość szuflady, suszenia zębów, suszonych śliwek, śliwowicy, połowicy, czystej piwnicy, zapachu soczewicy, wiraży po okolicy, bez spotkań z police [czyt. 'policE']... dzwieków, brzdęku kieliszków i lampek, na choince,w dłoni, i wino niech się czerwoni.
a wszyscy Oni Zagonioni, niech przysiąda na chwile. to tyle
hej!

21.12.2007 :: 18:54 komentuj (3)


108. [wyspa]

Nie ma nic w telewizji. Smutne reportaże o polskich żołnierzach, co w Iraku strzelali do kobiet i dzieci. Zajechali do wioski, gdzie ludzie przygotowywali się do ślubu i jak to się stało, że nie wiedzieli w kogo celują lufy. Gdzie indziej historia Betanek i ich "wiosny kościoła". 60 kobiet w habitach znikło jednego dnia. Nikt nie wie gdzie są. A Kaczyński z Tuskiem kłócą się o samolot rządowy.

A na wyspie choinka wisi pod sufitem jak jemioła. I wigilia we wtorek! Kubo!Zosiu!I inni!

17.12.2007 :: 23:48 komentuj (0)


107. [to polowa do jubilata]

bo podczas gdy na wyspie od rana w pocie czoła gromada wesoła krząta się i sprząta, naprawia klamki, pierze firanki, elektoluskuje, podśpiewuje, pogwizduje, szykowne stroje szykuje, itd itd, podczas tego wszystkiego aż zrymowanego, na topolowej, kuba z zosią spędzają caały boży dzień na czynności wstydliwej, której nie zacytujemy, i nie jest to wcale to, o czym myślisz - jest to czynność o którą byś nie podejrzewał ani jak nie inteligentnej, to przynajmniej aktywnej zosi, ani tym bardziej inteligentnego na pewno kuby, czynność zabijająca o wiele za dużo szarych komórek, coś, co cofa psychikę homo sapiensa do ery zamków, smoków i rycerzy, albo też w skali jednostki do czasów wczesnej i głupiej młodości tudzież późnego dzieciństwa, i na tym, zasadniczo, zleciał im dzień, który w związku z przyspieszonymi podstępnie wskazówkami zegara był co najmniej o pół raza krótszy, niż wedle wszelkich logicznych przewidywać. a wszystko to odbyło się na tle marsza grających kiszek i podjadania lodów, które z dostępnych nam produktów żywnościowych okazały się (po curry wagarry) pożywieniem o najbardziej stałej konsystencji.

i wszystko byłoby pewnie okej, gdyby nie to, że zosia dostała rano od mamy zadanie bojowe, które okazało się nie do wykonania w terminie, bo to, że zosi się wydaje, że coś wie, wcale jeszcze nie znaczy, że wie na pewno. i np zosia nie wiedziała na pewno gdzie mieszka ciocia, do której miała się wieczorem udać, aby podarować jej podarek od mamy. coś jak bajka o czerwonym kapturku, w której wilk przybiera postać złego autobusu, który wywozi czerwonego kapturka wraz z litościwie towarzyszącym jej chłopakiem (który może w bajce figurować jako brat, ze względu na pedagogiczną cnotę kopciuszka) - w pole. i nie, że wszystko to wina autobusu, nie nie nie, to wina zosi oczywiście, ale gdyby przypadkiem autobus trafił się dobry, to może, może jakiś happy end dałoby się wynegocjować od życia...
no, więc słowem, i odłożywszy wszelkie gdybania na bok - dupa. i sama dupa w tej sferze nie przełożyłaby się może na kubowo-zosiną nieobecność na wyspie, gdyby nie w drodze powrotnej poprzez zimną jaśkową dolinę pewne głupie chlapnięcie jej jęzora, z którego w wersji fairy-tale powinny natychmiast posypać się żaby, a tak, to tylko przykrość, milczenie i wyrzuty sumienia. a z takim bagażem się na wyspę nie idzie.

więc nie było nas, ala to moja wina, i przepraszam cię drzewik, i przykro mi bardzo i w ogole pue, ale też wszystkiego najlepszego, oby drewna w kominku zawsze pod dostatek, oby nigdy nie brakło śniegu na stokach, oby praca nie przesadzała z nadgodzinami, oby poczta polska donosiła listy od i do nicole na czas, obym ją wreszcie poznała, obyś na każdej imprezie mieścił się we wszystkie obcisłe ciuchy, w które się przebierasz, i oby się twoi studenci nigdy nie dowiedzieli jak w nich wyglądasz i co w nich wyczyniasz, i przepraszam, że nie kupiłam ci w boliwii maskotki z ulicy sezamkowej, i w ogole no ach szkoda, że mnie tam nie ma!

sto lat!

09.12.2007 :: 01:28 komentuj (0)


106. [discovery civilization]


Wyspiaki powoli przgotowują się do zimowania.Ich funkcje życiowe spadają do minimum.
Zejście do piwnicy po drewna trzy. Recycling po 30-tym. Spacer po piwo po dwunastej 58.Chleb do tostera. 1...2..3..4...5.Już. Na to smalec Zosi babci ze Szczecina. Autopilot. Łóżko.

06.12.2007 :: 01:12 komentuj (0)

archiwum:


2008
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj



linki:


jakobe
zosia
impreza





powered by ownlog.com